Kim jestem?

Jestem Grzegorz Cuber czy jestem Grzegorzem Cuberem ? Jestem Grzegorz Cuber oznacza, że Grzegorz Cuber w całości wyczerpuje moje bycie, a jestem Grzegorzem Cuberem oznacza, że jest to rola, jaką pełni moje „ja”, posiadające również takie obszary lub aspekty, które Grzegorzem Cuberem  nie są .

    Patrzę w lustro. Jestem Grzegorz Cuber. Poprawiam krawat i resztę włosów, która pozostała z bujnej czupryny. Jestem Grzegorz Cuber i nie jestem we władzy mojej mamy, nie jestem we władzy mojego ojca ani ich duchów, chociaż są blisko. Nie włada mną żadna kobieta, choć moją żonę kocham nad życie. Jestem Grzegorz Cuber i nie jestem na niczyjej służbie. Jestem Grzegorz Cuber i nie służę Polsce ani Europie. Nie służę Śląskowi ani mojemu miastu.

    Jestem Grzegorz Cuber i służę Bogu. Bogu najwyższemu i jedynemu. Oprócz niego ani bez niego nic nie ma wartości i wszystko to marność nad marnościami. On jest  wartością najwyższą i jest na pierwszym miejscu. Jestem Grzegorz Cuber i nie wierzę w pieniądze, politykę, sławę i zdrowie nade wszystko. Bóg jest na końcu mojej ścieżki i to co mi w tej wędrowce przeszkadza – zostaje odrzucone. To co do niego nie prowadzi, nie jest większe od kamyka i liścia skruszonego jesiennym słońcem.

    Jestem Grzegorz Cuber i jestem tym wyznaniem wyczerpany. Jestem jednocześnie szczęśliwy. Teraz, mimo mrozu na dworze, usiadłbym w przytulnej restauracji przy wielkim oknie i zjadłbym tłustą kaczkę popijając dobrym winem. Chciałbym widzieć przez szybę dwie smukłe, zielone wieże bazyliki św. Antoniego w Rybniku. I widząc je w  styczniowym smogu, będę patrzeć wyżej niż dziewięćdziesiąt pięć metrów ich wysokości.

Mój Stary

W swoim starym podartym płaszczu
Wychodził zimą, latem
W chłodny poranek
Mój ojciec

W tygodniu była tylko jedna niedziela
W pozostałe dni – praca
Kiedy szedł zarabiać, jak można
Mój ojciec

Latem jechaliśmy zobaczyć morze
Nie było to nic strasznego
Rajem to też nie było
No ale cóż

W swoim starym podartym płaszczu
Przez lata wsiadał
W ten sam podmiejski autobus
Mój ojciec

Wieczorem wracając z roboty
Siadał nie powiedziawszy ani słowa
Był typem cichego człowieka
Mój ojciec

Czytaj dalej

O czym śpiewać ?

           Podsumowania minionego roku, to częste. Mój rok był dobry, nawet bardzo. Remonty w domu i w kamienicy, urodziło mi się dwoje wnucząt, wszedłem szczęśliwy, kochany i kochający w czterdziesty rok małżeństwa. Czuję się całkiem nieźle, pracuję ciągle i nie miałem ani jednego L4. Mózg myśli nieźle – nie zapominam zasad Newtona. Ciało trochę gorsze, ale tak chciałem, gardząc sportem przez całe życie.

          Jutro początek nowego semestru w liceum. Na dworze zima bez śniegu, w domu ciepło.  Wszystko co ma działać – działa, a co ma świecić – to świeci. Jestem szczęśliwym człowiekiem, prawdziwy Lucky Man…

          Postanowiłem przypomnieć ci swój wiersz z lat siedemdziesiątych, i zadedykować Piosenkę. Bądź dobry, kochaj ludzi i unikaj komputerów. Komórka służy tylko do rozmów i sms-ów. Rozmawiaj z ludźmi i uśmiechaj się do nich. Oddychaj pełną piersią, bardzo powoli. Nie denerwuj się tym, co cię otacza.

Pod choinką

choinkaindeksPorządki świąteczne zmierzają ku końcowi – nareszcie.  Ścierki brudne od kurzu, my od pracy, zmęczeni i pokryci perlistym potem, szlachetnym, bo od pożytku uczynionym. Choinka zdążyła już się przesuszyć i sypie się, choć to nie jej starość. Gorąco u nas, serca dużo i miłości, czego wam też życzę. Spotkałem dziś panią bardzo chorą. Oba biodra do wymiany i może operacja kręgosłupa. Zaplanowano ją leczyć w 2020 roku. Nie będę narzekał na służbę zdrowia, bo po co się denerwować ? Chciałbym umieć leczyć, mogłem zostać lekarzem albo uzdrawiać inaczej… Nie dał mi Bóg tego daru więc uczę, bo to umiem /pycha!/. Dziś pierwsze ciasto po czterech tygodniach adwentowego postu. Jakie dobre ! Ale nie obżeram się, zachowuję umiar. Znów dobrze, porządek wokół, czysto na placu i w sieni. W piwnicy piec bez zarzutu utlenia węgiel.  Węgiel znika workami całemi, a ciepło rozchodzi się po starych kościach, po starych pokojach i zatrzymuje je dopiero drewniany dach z 1938 roku. Sąsiedzi spokojni, wszędzie zgoda i pokój w sercu a nade mną niebo gwiaździste. Tak sobie myślę. Gra Burt Bacharach, zaraz go posłuchasz. Zrobiłem nareszcie porządki na biurku i wyniosłem mnóstwo książek do piwnicy. Rozdam je na OLX-ie, nie wyrzucę. Bo jak wyrzucić dwutomową „Fizykę dla samouków” z 1965 roku ? Nawet „Popioły” poszły w odstawkę, nie mam już na nie miejsca, boć ogary poszły przecież w las.  Odkryłem niedawno podręczniki do matematyki z „Oficyny Wydawniczej Pazdro”. Rewelacja ! Są definicje i twierdzenia. Z definicjami się nie dyskutuje a twierdzenia udowadnia.  Dzisiejsza młodzież nie zna definicji – konia z rzędem, gdy uczeń ci powie co to kąt, oś liczbowa nie mówiąc już o sferze… Teraz tego nie uczą w podręcznikach  „Nowej Ery”.  A Pazdro uczy ! No i odkurzyłem też Leitnera i Żakowskiego – kto to teraz czyta ? Czytaj dalej

Odszedł Bohdan Smoleń.

z21122296qbohdan-smolenBohdan Smoleń nie żyje. Zmarł w wieku 69 lat po długiej i wyczerpującej chorobie. Po trzech wylewach jego organizm był w strasznym stanie. Ale nie tylko choroby dały mu w kość za życia. W końcówce ostatniej dekady PRL (gdy jego kabaretowe popisy rozśmieszały miliony Polaków) scenicznym triumfom towarzyszyły tragedie osobiste i traumy, z których trudno byłoby komukolwiek się podnieść. Syn Smolenia, Piotr, powiesił się w 1988 roku. Niespełna rok później życie odebrała sobie żona satyryka – Teresa Smoleń. Kabareciarz popadł w depresję i wycofał się na kilka lat z życia publicznego.

Piszę o tym dlatego, że dziś rano oglądałem w telewizji wywiad , który przeprowadził z nim Krzysztof Ziemiec w 2010 roku. Pierwsze wrażenia to potępienie go – za bezmiar alkoholu, niezliczone ilości kobiet w jego życiu, cztery paczki papierosów dziennie, życie artysty zupełnie zaniedbującego dom, swoją żonę i dzieci.

Nie mam jednak prawa go oskarżać. Jego koledzy – aktorzy, piszą o nim jako o dobrym człowieku. Założył fundację pomagającą dzieciom niepełnosprawnym. Wybrał życie artysty. Wtedy dom schodzi na plan dalszy. Ostatnio mieszkał w domku w lesie, z kilkoma psami i kotami. Chciał mieć ciszę, chciał odpocząć.

Bohdan Smoleń odszedł 15 grudnia w szpitalu w Poznaniu. Artysta miał 69 lat.

Koniec grudnia ?

nauczyciel-i-uczniowieDziś dwunasty, więc połowa. Coraz bliżej do Świąt. Nie lubię tych dekoracji – w sklepach, na ulicach, w szkole… Jestem zrzędą ? Możesz tak pomyśleć – ale te Święta są tak bardzo rodzinne, tak bardzo związane z nowonarodzonym Bogiem, że choinki, bombki i Mikołajki / o zgrozo!/ wprawiają mnie w bóle brzucha i wątroby. W tym roku będziemy wszyscy razem, u nas w domu, w Knurowie. Będzie Marta z Pawłem z córkami Różą i Klarą, będzie Eliza z Adamem z dziećmi – Oliwką i Patrykiem i nowo narodzonym Wojtusiem. Jestem więc dziadkiem pięciorga wnucząt ! Kto się ze mną może równać ? Hej tam przyjaciele z IV b – odpowiedzcie …

Na dworze wiatr, pada deszcz, zimno, choć to tylko dwa stopnie. Śpiewa mi do pisania Wodecki, dawno go nie słuchałem. Cisza, to lubię najbardziej. Przeczytałem byłem właśnie o księdzu, świętym de La Salle, patronie nauczycieli. Oto  modlitwa :

O Panie, Ty jesteś moją mocą i cierpliwością, światłem i radą, Ty czynisz mi uległymi serca dzieci i młodzieży powierzonych mej pieczy, proszę Cię tedy, nie opuszczaj mnie ani na chwilę.
Udziel mi dla własnego uświęcenia i dla uświęcenia moich uczniów ducha mądrości i rozumu, ducha rady i męstwa, ducha umiejętności i pobożności, ducha świętej bojaźni i gorliwości o chwałę Twoją.
Łączę pracę moją z pracami Jezusa Chrystusa i błagam Najświętszą Dziewicę, świętego Józefa, Aniołów Stróżów, świętego Jana de La Salle o opiekę przy sprawowaniu mego urzędu. Amen.

Życzę Wam błogosławionych Świąt, z Bogiem i rodziną całą. Trzymajcie się – ciepło ? gorąco ? Jak tylko miłość potrafi.

Czyszczenie studzienek

indeksPrzed moim domem stanął samochód, taka półciężarówka. Wysiadło trzech mężczyzn i zabrali się do czyszczenia studzienki deszczowej na ulicy, koło mojego domu. Jeden zaczął odkręcać śrubę mocująca, drugi był kierowcą samochodu a trzeci patrzył. Stwierdzili, że w studzience  jest dużo liści i oczyścili ją. Liście pochodziły z mojego kasztanowca, nie mogło być inaczej.

Poprzednie czyszczenie studzienek miało miejsce kilka lat temu. Ucieszyłem się, że ktoś o tym pamięta. To pewnie nowa Rada Miasta. Jest prężna i dużo tam dobrych ludzi. Przypomniało mi się wspomnienie mojego nieżyjącego już teścia, który mieszkał w Bytomiu. Opowiadał, że przed wojną był tam jeden, zatrudniony przez miasto człowiek, który czyścił te studzienki w całym Bytomiu. Robił to systematycznie, powoli ale codziennie. Nigdy w Bytomiu, w tamtych czasach, nie dochodziło do powstawania zalewisk czy  wielkich kałuż z powody niedrożnych odpływów.

Tam robił to jeden człowiek, tu firma trzyosobowa. Cieszę się, że w ogóle to robią, nawet we trójkę.  A Knurów jest znacznie mniejszym miastem od Bytomia. Mimo tego robią to w moim mieście co kilka lat, a nie systematycznie. Czy sam kierowca nie mógłby zatrzymywać się koło każdej studzienki, oczyścić ją, a brudy wrzucić na samochód ? Po co mu ta asysta ? A ten pracownik w przedwojennym  Bytomiu nie miał samochodu, jeno dwukołowy wózek z łopatą, sprężyną i długim drutem…

Laudamus veteres, sed nostris utimur annis.

Chwalimy dawne lata, lecz żyjemy w naszych.

Gdy nie widzisz

niewidomyindeksWcale nie trzeba być niewidomym, żeby nie widzieć tego, co jest. Gdy się boimy, widzimy tylko nasz strach. Gdy obsesyjnie czegoś pragniemy, widzimy tylko to, czego nie mamy. Otwarcie oczu to wyzwolenie. Nie dodaje niczego, raczej zabiera – uwalnia nas od zmyślonej konieczności wpatrywania się w nasze urojenia. Świat jest przed nami i Bóg jest w tym świecie.

 

Zapach pierników i światło tęczy

rainbowindeks         Nareszcie znalazłem czas, by coś napisać. Babcia moich wnuków piecze z nimi świąteczne pierniki. Moje dziewczyny – Funia i Zuzia leżą przy moich nogach. Słyszę „Somewhere over the rainbow” z youtuba. Na dworze pada, zimno i wiatr. A w domu ciepło, pachnie wigilią. Jest bezpiecznie. jest przytulnie, wszystko działa – jest ciepło, świecą lampy, leci woda czyli jest dobrze.

            Jestem szczęśliwy. Dziś pierwsza niedziela adwentu. Czas postanowień – ja: bez alkoholu i bez słodyczy. Przez cały adwent. Bez alkoholu może wytrzymam, ale bez słodyczy będzie trudno. Zastrzegłem jedynie dropsy z metalowych pudełek z Lidla. Muszę je czasami ssać z powodu gardła. Jak się jest nauczycielem to czasami zasycha.

           Jutro poniedziałek, wywiadówka. Wystawiłem kilkanaście zagrożeń z powodu niezdanego sprawdzianu z grawitacji. Spodziewam się kolejki rodziców z pytaniem – co ma zrobić syn/córka, żeby poprawić ? Odpowiedź – poprawić . I tak co roku. Myślę, że do świąt poprawią.

            Na podwórzu pozamiatałem wczoraj resztę liści. Jest czysto na ziemi i na dachach. W domu pomalowana klatka schodowa, jesteśmy po remoncie instalacji elektrycznej w kamienicy, mamy domofony i nową kostkę brukowana podwórzu. Babcia Stazyj byłaby zadowolona. Moja mama też. Tak więc żeglując w samozadowoleniu, szczęśliwy, spełniony w domu i na zewnątrz jestem. Po prostu jestem.  Piję też popołudniową kawę, byłem na spacerze. Muszę jeszcze przygotować na jutro kilka zadań z termodynamiki. Ale to pestka.

           Dziś czytałem w kościele z Pisma Świętego. Mój kościół też mnie wspiera. I ja jestem mu oddany. Na koniec te słowa.  I żegnaj nieznajoma, do zaś.

„Nigdy nie widziałem, aby ktoś w momencie śmierci lamentował, że uczynił za wiele dobra„.                                                                                                                                                           św. Jan Bosko