Profesorze…

Jutro koniec roku szkolnego. Jeżeli mogę ci coś zaproponować jako zadanie domowe na wakacje, to dwa filmu do obejrzenia: Wersja Browninga a także znane lub przez wielu zapomniane Stowarzyszenie Umarłych Poetów. 

Jest późny wieczór, jutro rozdanie świadectw, nagród i dyplomów. Przemówienie pani Dyrektor i pani Starosty. Zasłużone wakacje ? Dla ciebie na pewno. Ja też jestem zmęczony, ale tylko trochę. Zamierzam jutro powiedzieć kilka słów na zakończenie. O fizyce, lizanej przez szybę komputera i o doświadczeniach oglądanych na tablicy multimedialnej. O otwieraniu zegarów, starych radioodbiorników i rozebraniu do szczętu motoroweru Komar. Żeby zobaczyć , co jest w środku. W środku baterii płaskiej 4,5 V są trzy ogniwa Leclanche’go, po 1,5 V każde. Ale wie to tylko ten, kto rozpruł tę baterię nożem, żeby sprawdzić, co ma w brzuchu. I o Adamie Słodowym – majsterkowanie jest nierozerwalnie związane z fizyką. Teraz nowoczesność – w pracowni fizycznej rzutnik, komputery i jedzenie tortu  na odległość.

Życzę Wam, abyście po wakacjach wrócili zdrowi, wypoczęci, bardziej dorośli i byście pytali ciągle : Dlaczego ? Nie odpychajcie waszych dzieci, gdy wieku trzech, czterech lat, przyjdą do ciebie i zapytają: A dlaczego, a po co,a czemu tak ? Nie mów, że nie masz czasu, i, że idź do taty, on ci wyjaśni. Dziecko przyjdzie raz, drugi, a potem odtrącone nie będzie już pytać. I ty zdasz z tego błędu sprawę, kiedyś i potem.

A na koniec Filipinki, i ta wycieczka, która tak przypomina naszą,  to znaczy tych, których zdjęcia widnieją na pożółkłym tablo, zawieszonym gdzieś w końcu korytarza tego Liceum, które kiedyś było wyłącznie nasze.

Jaki zapamiętam świat ?

Pod tą piosenką Ireny Jarockiej znalazłem taki oto komentarz. Trudno się z nim nie zgodzić…

Tego typu kompozycje  w PRL -u  niosły niezwykłą wartość w warstwie wykonawczej, kompozytorskiej czy tekstowej. Aranżacja biła na głowę wszelkie amerykańskie oklepane standardy. Cudownej piękności muzyka. Szlachetna odtwórczyni. W porównaniu z dzisiejszą papką homogenizowaną z przesłaniem dla tryglodyty i pitekantropa w jednym, to wspaniała kompozycja .

/ albin nowak, dwa lata temu/.

Wywiad z Ewą Demarczyk

Natknąłem się na niego zupełnie przypadkowo, szukając czegoś na You Tube. Ponieważ od lat wiem, że Ewa Demarczyk nie udziela żadnych wywiadów, myślałem, że to jakaś pomyłka albo po prostu żart.  Ale nie – to ona, mówi o swoich problemach, o likwidacji  jej teatru, który mieścił się w Krakowie na Kazimierzu. Wywiad pochodzi z 1998 roku, więc było to 19 lat temu… ale został opublikowany całkiem niedawno, bo  11 grudnia 2016 r.

Jeżeli wiesz, kim jest Ewa Demarczyk, kim była dla mojego pokolenia 60+, to posłuchasz wywiadu z zainteresowaniem. Pamiętam jej występ w Operze Śląskiej w Bytomiu, jakieś 30 lat temu… Zażądała wtedy sprowadzenia drugiego, wysokiej klasy fortepianu na scenę,  jeden jej nie wystarczył.  W przeciwnym razie zagroziła, że nie zaśpiewa. Organizatorzy w krótkim czasie dokonali rzeczy prawie niemożliwej, fortepiany zostały błyskawicznie nastrojone –  i koncert się odbył…

To nie tak, że cel uświęca środki

Mówi się czasem, że nie litera prawa jest ważna, ale jego duch. I to w zasadzie prawda. Bywa jednak, że człowiek w imię rzekomego ducha prawa za nic ma poważne od niego odstępstwa. Zmusza bliźniego do pracy w niedzielę, twierdząc, że to konieczne ze względu na dobro firmy. Cudzołoży, usprawiedliwiając się, że to w imię miłości. Nagina fakty dla pogrążenia politycznych przeciwników, tłumacząc, że to dla wyższych wartości.

Nie, to nie tak, że cel uświęca środki.

Choć może się zdarzyć, że trzeba porzucić sztywne trzymanie się zasad. Na przykład gdy w niedzielę trzeba ratować czyjś dobytek czy odmówić ujawnienia prawdy komuś, kto chciałby ją wykorzystać przeciw bliźniemu. Bywa, że człowiek – jak faryzeusz – trzyma się sztywno litery prawa, usprawiedliwiając każde zło, które ściśle pod zasadę nie podpada. Sam w niedzielę nie pracuje, ale że wyznaczył do tego ludzi, to już dla niego nieistotne. To przecież nie on pracuje! Nie, on nikogo nie zabił, tylko pokazał oprawcom, kogo zabić należy. A jeśli bliźniego przed innymi wskaże – to które przykazanie Dekalogu mu tego zakazuje?

Andrzej Macura  radio em Katowice

Na imię miała właśnie Beata

        Wieczór jest ciepły, ani jeden liść nie drży od podmuchu wiatru. Wokoło cisza, jakby wszyscy wyjechali na weekend i zostawili puste, otwarte na oścież domy. Siedzimy sobie z przyjaciółmi w laubie, ogród jest wielki, pachnie  kwiatami i ziołami. Wszystko  zadbane, pan domu jest na emeryturze, ma więc czas i chęci do roboty. Na stole dobre jedzenie i otwartych kilka butelek. Gwarzymy sobie beztrosko, opowiadamy stare dowcipy i obgadujemy wszystkich, których z nami nie ma. Do domu nie spieszno, wszak to sobota.

      Nastrój się zrobił wspomnieniowy i dancingowy jakiś. Wracają stare piosenki, gospodyni włączyła odtwarzacz / chciałem napisać magnetofon/. Jedna z tych usłyszanych piosenek spodobała mi się na tyle, że się nią z tobą  podzielę. Jak to było dawno, kiedy tańczyliśmy, powtarzając  znane na pamięć słowa tej piosenki…

A ona właśnie miała na imię…

Grzyb, muszla i Park Furgoła.

  …pracowałem wtedy w Zakładowym Domu Kultury KWK „Dębieńsko” w Czerwionce – najpierw jako instruktor kulturalno-oświatowy, a potem jako kierownik działu imprez masowych. To drugie stanowisko brzmi lepiej, ale praca była ta sama. Pan dyrektor Mrokwa lubił ważne tytuły swoich pracowników. Organizowałem imprezy w Domu Robotniczym, zwanym popularnie Grzybem oraz w Parku im. Piotra Furgoła, znajdującym się obok niego. Sala widowiskowa miała 650 miejsc /wraz z balkonem/, krzesła drewniane, siedziska, gdy wstałeś – ustawiały się do pionu i niemiłosiernie skrzypiały. Były brązowe, lakierowane błyszcząco. Początkowo sprowadziłem przedstawienie Teatru Polskiego z Bielska, czym naraziłem się na kpiny współpracowników – do tej pory na spektakle teatralne grane u Grzyba przychodziło pięć, może dziesięć osób. Mnie udało się sprzedać 142 bilety, do dziś to pamiętam. Było to wydarzenie na skalę powiatu – nikomu nie udało się jeszcze zgromadzić tylu miłośników Melpomeny w Czerwionce i to na spektaklu nieznanego teatru.  Starałem się, jako organizator widowni, dorównać mojej wspaniałej teściowej, która była Kierownikiem Organizacji Widowni w Operze Śląskiej w Bytomiu, za czasów niezapomnianego dyrektora Napoleona Siessa. Opera grała codziennie w siedzibie, czasem na wyjazdach. Teściowa miała zawsze na sali komplety,  jedno puste miejsce to była dla niej klęska. Mając na swoim pierwszym spektaklu 508 pustych foteli uważałem to za niezwykły sukces, nie tylko ja, ale i wszyscy pracownicy Domu Kultury.

Czytaj dalej

Ty wiesz lepiej

Panie, Ty wiesz lepiej aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary.

Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym, czynnym, lecz nie narzucającym się.

Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty, Panie, wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół. Wyzwól mój umysł od niekończącego brnięcia w szczegóły i dodaj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy.

Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień, w miarę jak ich przybywa, a chęć wyliczenia ich staje się z upływem lat coraz słodsza. Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach , ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich. Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię o większą pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi.

Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać. Chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy – to jeden ze szczytów osiągnięć szatana. Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach.

Daj mi Panie łaskę mówienia im o tym.

 

Tekst ten znajduje się przy grobie Świętego Tomasz z Akwinu w Tuluzie.

 

Ruszaj się Bruno !

Tak sobie przed zaśnięciem myślę.  Dni teraz majowe ładne, słońce w ramionach – żyć się chce … To dziś na koniec udanego dnia zabieram cię stąd.  A tam, gdzie są wyspy szczęśliwe i mąka bielsza, gdzie ci będzie wolno, wolno ale tylko wolno.

No to chodź Buno…