Nauczyciel Polski: Arkadiusz Piekara (1904 – 1989)

Mowa o człowieku, którego od dawna obwiniam o zwichnięcie mojej kariery życiowej i doprowadzenie do sytuacji, że kiedyś obiecujący i utalentowany młody człowiek, na starość musi poszukiwać sposobu na przeżycie od pierwszego do pierwszego. Odpowiedzialnością tą obciążam fizyka polskiego, Arkadiusza Piekarę, w swoim czasie profesora uniwersytetów w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, Krakowie i gdzie tam jeszcze. Albowiem kiedy w 1974 roku odbierałem w Rybniku świadectwo maturalne, to było to świadectwo niezwykłe: upoważniało mnie ono do wstąpienia po zdaniu egzaminu na dowolną uczelnię w kraju, włącznie z tymi najbardziej pożądanymi i niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników. Tę wspaniałą przepustkę do historii i kariery całkowicie zmarnowałem, wybierając studia na kierunku, który nie pociągał psa z kulawą nogą i gdzie kandydatów było tylu, co kot napłakał: studia fizyki na Uniwersytecie Opolskim. A stało się tak wyłącznie z tego powodu, że będąc 14-letnim chłopcem, przez najzupełniejszy przypadek, przeczytałem książkę tegoż Arkadiusza Piekary, pod banalnym tytułem „Fizyka stwarza nową epokę” i ta książka całkowicie pomieszała mi w głowie i już nic, tylko fizyka i fizyka. A już wiele lat później dowiedziałem się, że Arkadiusz Piekara w podobny sposób zwichnął karierę całkiem sporej grupie innych chłopców, z czego wynika niezbity wniosek, że książki są niebezpieczne, a ich czytanie, szczególnie w młodym wieku, może poważnie zaszkodzić!

Czytaj dalej

Miłość – tylko tyle nam potrzeba

Orędzie przekazane Mirjanie 2 maja 2018 r.

 

Drogie dzieci, mój Syn, który jest światłem miłości wszystko co czynił i czyni z miłości czyni. Tak i wy, moje dzieci, kiedy żyjecie w miłości miłujcie swoich bliźnich, wypełniajcie wolę Mojego Syna. Apostołowie mojej miłości stańcie się małymi. Swoje czyste serca otwórzcie Mojemu Synowi, aby mógł działać przez was. Z pomocą wiary napełnijcie się miłością, ale moje dzieci, nie zapominajcie, że Eucharystia jest sercem wiary. To jest Mój Syn, który was karmi swoim Ciałem i umacnia swoją Krwią. To jest cud miłości. Mój Syn zawsze i na nowo przychodzi żywy, aby ożywić dusze. Moje dzieci, żyjąc w miłości wypełniajcie wolę Mojego Syna, bo On żyje w was. Moje dzieci, moim matczynym pragnieniem jest, żebyście Go coraz bardziej kochali, bo On was wzywa swoją miłością, daruje wam miłość, abyście ją szerzyli wszystkim wokół siebie. Dzięki Jego miłości jako matka jestem z wami, aby przekazywać wam słowa miłości i nadziei, aby przekazywać wam wieczne słowa, które przezwyciężają czas i śmierć oraz żeby was wzywać, abyście byli moimi apostołami miłości. Dziękuję wam.

Polskie Centrum Informacyjne „MIR” Medjugorje

Czytając Paul’a Verlaine’a w czasie reklam w filmie z Brucem Willisem.

Zanim uznasz ten wiersz za nudny, lub w ogóle go pominiesz,  przeczytaj, kim był Paul Verlaine. A jeżeli nie lubisz poezji, to zobacz film z Brucem Willisem. Też go oglądam z lubością. Chociaż w tym jesteśmy zgodni.

Paul Verlaine

                       Spacer sentymentalny                                  

 

Słońce rzucało swoje ostatnie promienie,

A wiatr kołysał do snu blade lilie.

Duże wodne lilie rosnące w sitowiach,

Smutno połyskujące na spokojnych wodach.

Ja szedłem samotnie, pokonując cierpienie,

Wzdłuż długiego stawu na wierzbinie,

Gdzie gęsta mgła wywołała wielkiego

Białego jak mleko ducha zrozpaczonego

I płaczącego głośno z cyrankami,

Co przypominało trzepotanie skrzydłami

Na wierzbinie, gdzie szedłem samotnie,

Pokonując cierpienie. Na grubym całunie

Ciemności, jego bladych, mętnych falach,

Słońce tonęło w ostatnich promieniach

I lilie rosnące w sitowiach,

Duże wodne lilie na spokojnych wodach.

tłum. Ryszard MierzejewskI

Leżąc na kuli

Raz jeden w życiu doznałem tego wrażenia. Byliśmy na obozie harcerskim w Wapienicy. Wyrwano nas w środku nocy i poszliśmy w góry. Potem pozwolono nam się położyć w śpiworach na trawie i tak przeczekać do rana. Pamiętam, nie mogłem zasnąć i patrzyłem w sierpniowe niebo. Było wtedy tak dużo gwiazd. Zdałem sobie sprawę, że jestem mały, bardzo mały, mniejszy niż neutrino i że leżę na wielkiej ziemskiej kuli, której nikt nie trzyma. Że ta kula wisi w kosmosie, wiruje, krąży wokół Słońca a wraz z nim pędzi wokół środka naszej galaktyki – Drogi Mlecznej. To było tak silne wrażenie, że zapamiętałem je trwale.

Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią:  niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie.

/Immanuel Kant/

Można komentować

Na jakiś czas wyłączyłem możliwość komentowania treści mojej strony. Zrobiłem to nie dlatego, że komentarzy nie chcę – wprost przeciwnie. Zależy mi na twojej opinii, o tym, co myślisz gdy czytasz, co napisałem. Cenne są komentarze pozytywne, ale i te krytyczne przyjmuję i na stronie umieszczam.

Wstrzymałem możliwość komentowania, bo zalewały mnie reklamy chińskie i rosyjskie – przeważnie, szczególnie polecające wiagrę i inne bzdury. Musiałem to potem ręcznie kasować, a że były tego dziesiątki, zajmowało mi to zbyt wiele czasu.

A teraz – pomyślałem – odblokuję, może do mnie napiszesz ? Pozdrowienia – Nieznajomy. A na osłodę, specjalnie dla ciebie, moja droga czytelniczko, piękny Kanon D-dur Pachelbela…                 Zamknij oczy i posłuchaj.

Piotr Janczerski nie żyje

Piotr Janczereski nie żyje. Wiadomość to spóźniona, zmarł  Piotr we wtorek 6 marca w Łodzi po chorobie – powiedział Kawecki. Pogrzeb muzyka odbędzie się we wtorek 13 marca na cmentarzu w Rudzie Pabianickiej przy ul. Mierzejowej.

Nie żyje Piotr Janczerski. Był kompozytorem, autorem tekstów i wokalistą legendarnych grup No To Co i Niebiesko-czarni – zespołów, które święciły swoje triumfy w latach 60. i 70.

Niebiesko-czarni, z którym był związany od 1963 do 1967 r., i No To Co.  Założył również Bractwo Kurkowe 1791 i grupę Fraction. Od połowy lat osiemdziesiątych reżyserował także widowiska plenerowe i współpracował z grupą Babsztyl. Komponował oraz pisał teksty piosenek i scenariusze do programów dla dzieci.

Wylansował takie przeboje jak m.in.: Te opolskie dziołchy, Pożar w Kwaśniewicach, A ja lubię defilady, Po ten kwiat czerwony, Ballada kataryniarzy, Gdy chciałem być żołnierzem czy Nikifor. Z grupą Niebiesko-Czarni wystąpił w filmie Mocne uderzenie w 1967 r., a z grupą No To Co w głośnej produkcji Milion za Laurę.

Otrzymał m.in. medal 200-lecia USA za przygotowane widowiska „Wieczerza wigilijna u księcia Radziwiłła”, „Panie Kochanku” dla Polonii amerykańskiej. Za popularyzację polskiego folkloru otrzymał nagrodę państwową III stopnia Ministra Kultury i Sztuki oraz nagrodę Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji.

To smutne, zmarł  6 marca 2018 w Łódzi.

Ona, She, Elle, Ona

Ona jest świstem na wietrze, Piórem na lekkim powiewie, Szmerem potoku, Blaskiem słońca na morzu, Jest

miękkim, letnim deszczem, Spadającym delikatnie między drzewami A ja ją kocham Jest sprytna jak lis, Mądra

jak kruk, Twarda jak kamień, Uparta jak skała, Jest trzeźwo- myślącą kobietą, Najlepszą jaką znam, A ja ją

kocham, Tak więc ją kocham Jest świeża jak wiosna, Silna jak jesienne powiewy, Ciepła jak słońce, i miękka jak

śnieg. Jest tysiące mil stąd, ale jest wszędzie gdzie pójdę, Ponieważ ją kocham Kocha mnie jak kobieta,

Wygląda jak dama, Śmieje się jak dziecko, i płacze jak niemowlę. Myślę, że może ona jest tą jedyną, która

mnie ocali

 

Drogie dzieci

 

Drogie dzieci, moje ziemskie życie było proste. Kochałam i cieszyłam się z małych rzeczy, kochałam życie – dar od Boga, choć ból i cierpienie przebijały moje serce. Moje dzieci, miałam siłę wiary i bezgraniczną ufność w Bożą miłość. Wszyscy, którzy mają siłę wiary są silniejsi. Wiara sprawia, że żyjesz dobrem i wówczas światłość Bożej miłości zawsze przychodzi we właściwym czasie. To jest siła, która pokrzepia w bólu i cierpieniu. Moje dzieci, módlcie się o siłę wiary, zdajcie się na Ojca Niebieskiego i nie bójcie się. Wiedzcie, że żadne Boże stworzenie nie zginie, ale będzie żyć na wieki. Każdy ból ma swój koniec i wówczas zaczyna się życie w wolności tam, gdzie przychodzą wszystkie moje dzieci, gdzie wszystko wraca. Moje dzieci, wasza walka jest trudna, a będzie jeszcze trudniejsza, ale naśladujcie mój przykład. Módlcie się o siłę wiary, zdajcie się na miłość Ojca Niebieskiego. Jestem z wami, objawiam wam się, dodaję wam odwagi. Z niezmierzoną matczyną miłością miłuję wasze dusze. Dziękuję wam.

Coroczne objawienie dla Mirjany. Orędzie  z dnia 18 marca 2018 r.

Polskie Centrum Informacyjne MIR Medjugorje

Zanurzam ręce…

… w wodzie jakiejś fontanny … Pokrywają się małymi perełkami powietrza, jakby były z jakiegoś nieznanego metalu…Moje serce jest powolne i ciche, ale mimo to robi dość dużo hałasu i sprawia dość nieszczęść. Wchodzę do nieznanego kościoła. Trwa nabożeństwo i dym kadzidła wzbija się ze srebrnych trybularzy ministrantów. Sam kiedyś tak  kadziłem, to było dawno… Jestem w jakimś ogrodzie otoczonym żelaznym parkanem. Stoję przy wielkiej, czarnej i zimnej bramie.Opieram o nią dłonie i cały do nich przyciśnięty wyglądam na zewnątrz. Stoję tak długo. Światło staje się coraz bardziej nasycone, czerwieńsze i bardziej złote.  Lasy tracą błękitne cienie i stają się czarne. Niebo nade mną zielone jak jabłko i pełne różowo oświetlonych żagli chmur.

Zapalam fajkę. Ostry zapach taniej machorki otacza mnie i wyczarowuje obraz: proste życie bez problemów, z solidnym zawodem, solidną żoną, solidnymi dziećmi, solidną egzystencją i solidną śmiercią – wszystko przyjmowane bez wątpliwości.

Dziś sobota, dzień wolny, wolny wieczór i wolna noc, bez dociekania, co za tym jest. Ogarnia mnie na chwilę żrąca tęsknota i coś jakby zazdrość.

Zamykam powoli okno, gaszę spokojnie światło. Nie, nic nie miałem na myśli.

Wiesia czy Wisia ?

To wiersz Wisławy Szymborskiej /Wisia ?/. My z 4B znamy go jednak jako wiersz Wiesi B. Tyle razy go recytowała na różnych Przeglądach Teatralnych, akademiach i spotkaniach… A z nią wraca pamięć o pani prof. Podlodowskiej, niezapomnianej naszej polonistce / od śp. Romka Buchty dowiedziałem się, że w jego czasach nazywano ją „Florą”  –  od zawsze pięknego kwiatu wpiętego do sukienki…/.

A więc…

 

Bez tej miłości można żyć,

mieć serce puste jak orzeszek, malutki los naparstkiem pić z dala od zgryzot i pocieszeń, na własną miarę znać nadzieję, w mroku kryjówkę sobie uwić, o blasku próchna mówić „dnieje”, o blasku słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im, że są jak okno wypalone, rozbite szkło, rozwiany dym, jak drzewo z nagła powalone, które za płytko wrosło w ziemię, któremu wyrwał wiatr korzenie i jeszcze żyje cząstkę czasu, ale już traci swe zielenie i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna, nie będę powalonym drzewem. Codziennie mocniej w ciebie wrastam radością, smutkiem, dumą, gniewem. Nie będę jak zerwana nić. Odrzucam pusto brzmiące słowa.

Można nie kochać cię – i żyć, ale nie można owocować.