Na drodze do nieba

aniolimages Czasami spotykam anioły, a czasami zwykłych ludzi. Ostatnio starszy pan pchał wózek, w którym siedział sparaliżowany, młody człowiek. Dziękowałem Bogu, że umiem chodzić, że mam obie nogi, choć trochę boli prawe kolano. Widziałem mężczyznę , który grał na gitarze nogami, bo nie miał rąk. Dziękowałem Bogu za ręce, które mi dał, że mogę dotykać twojej twarzy i przenosić książki z biurka na stół i z powrotem, gdy pracuję z uczniami. Widziałem znajomą panią, bardzo wychudzoną i małą, mniejszą niż widziałem ją ostatnio. To rak ją tak zmienił. Miała pomarszczoną twarz i nie poznała mnie na ulicy. Widziałem ludzi z bolącym kręgosłupem, którzy nie pokazywali bólu. A mnie zdarza się jęczeć, narzekać i łamać się trudnościami, których inni nawet nie zauważają.

Czasami spotykam anioły.  Mam swoje problemy, swoje bóle i swoje krzyże. Tak jak i  ty. Uczę się uśmiechać mimo wszystko i walczyć ze słabościami. To trudne. Ale uczę się od aniołów, których spotykam na mojej drodze. A chodzę tylko na krótkie spacery z Funią i Zuzią, z moimi dziewczynami.

Rób, co możesz, w miejscu,w jakim jesteś i z tym, co masz.

Jest czas

czas45630_banner_700x330Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.

(Koh 3,1-11)

List

jezioro269481_jezioro_chmury_drzewoDrogi Marku,

cieszę się, że znowu mogę z tobą rozmawiać, choć tylko na papierze.Od kiedy wyjechałeś, brakuje mi naszych wieczornych rozmów. Tak mało wokół mnie ludzi,  którym mógłbym szczerze o wszystkim powiedzieć, niczego nie ukrywać – być sobą po prostu. A do tego potrzebny jest ktoś, kto zrozumie i nie wyśmieje moich poglądów.

Wiem, że choroba postępuje i czujesz się coraz gorzej. Kiedy odwiedziłem cię w szpitalu w Rybniku miałeś gładko wygoloną głowę i ślad po wycięciu guza z mózgu. Wiemy, że to rak. Ty i ja mamy nadzieję, że się zatrzyma. Trudno nam było się porozumieć – to afazja. Potem w hospicjum chciałeś zapalić papierosa a tego tam robić nie wolno. Panie pielęgniarki wywiozły cię na łóżku do ogrodu, tam zapaliłem papierosa i podałem ci do ust, choć sam nie palę. Poczułem wtedy, że jesteśmy braćmi, rozumieliśmy się bez słów.

Teraz już cię nie ma wśród żywych. Ale często myślę o tych ostatnich spotkaniach. Często przypominasz mi się nagle, bez jakieś określonej przyczyny. Modlę się za ciebie. Do zobaczenia kiedyś i gdzieś

Grzegorz.

Idę ścieżką wąską

 sciezkatumblr_obl3krasyk1vs593vo1_500       Ciągle upały, a to już połowa września prawie. Pierwszy tydzień nauki za nami, pierwsze spotkania z siedmioma pierwszymi klasami, które uczę. Kasztany jeszcze nie spadają, kwiaty trzeba podlewać – dawno nie padało. Sobota pracowita – jak to sobota: lekcje z wnukami i sprzątanie w domu. Ale teraz jest już wieczór. Moje psy wyprowadzone, jestem odświeżony po wieczornym, gorącym prysznicu. Piszę.

      Czytam „Dracha” Twardocha, a w październiku ma ukazać się jego nowa powieść – „Król”. Lubię tę jego prozę, choć jest poplątana i czasami można się pogubić w akcji, w osobach i w czasie.

       Kiedy wychodzę z dziewczynami z wąskiej ścieżki między domami skracam im smycze. Nigdy nie wiadomo, kogo spotkamy za zakrętem. Jestem otwarty na spotkania. Patrzę wtedy w oczy i uśmiecham się. Może to znowu ty ? Czasami widzę kogoś podobnego do moich dawnych znajomych. Ale to już ktoś inny. Nie spotykam też nikogo, kogo bym znał na ulicy Piasta w Rybniku. A tak chciałbym tam znowu iść leniwie w dół. A nie jechać moją skodą i patrzeć na końcu ulicy na dom po lewej. Muszę też patrzeć w prawo. A potem w prawo skręcić – do domu.

Na papierze pustka

zembrzycendeksModlę się w Zembrzycach. Jesteśmy tu na rekolekcjach. Trzeba ufać Bogu i modlić się o uzdrowienie. Wszystkim coś dolega. Śpiewa Edith Piaf, jest sobotnie popołudnie. Za oknem nie widzę dziś kasztanowca, bo nie ma mnie w domu. Jest tu dużo ludzi, sala konferencyjna, kaplica i ojcowie franciszkanie, którzy rekolekcje prowadzą. Niektóre wykłady mnie nudzą, wiec uciekam do parku. Ale jestem bardzo blisko Boga, mimo, że śpię nawet w południe. Na zewnątrz nic nie widać, tu przebywa dwustu sześćdziesięciu ludzi. Wszyscy przyjechali po uzdrowienie. Niektórzy palą papierosy, ja już nie. W poniedziałek mam pierwszą lekcję, będzie o ruchu drgającym. O niczym innym nie marzę, jak oscylować wokół Boga – i żeby drgania były wygasające. Nie wszystkim się to w życiu udaje. Czasami odlatuje się za daleko, czasami drga się wokół innego boga. Przywiązani jesteśmy do rzeczy zamiast rzucić wszystko dla Niego.

     Na pozór to na mnie wszystko nie działa. Ale daje mi siły na cały rok szkolny. Na mszy przed rozpoczęciem roku szkolnego w moim kościele w Knurowie modliłem się za swoich uczniów i nauczycieli. Żeby ten rok był dobry i błogosławiony.

     Niczego więcej nie pragnę, jak wypełniać Twoja wolę, Panie. Ja jestem tylko narzędziem, twoje plany niech się wobec mnie realizują, nie moje. Wtedy będę szczęśliwy.

Myśli nieuczesane

220px-Stanislaw_Jerzy_Lec_Polish_writerTo tytuł zbioru wydanego w Krakowie w 1957 roku. Jego autorem jest Stanisław Jerzy Lec. Pełno w nim celnych, zabawnych a na pewno zastanawiających powiedzeń. Na dziś wybrałem dwa:

Chociaż krowie dasz kakao, nie wydoisz czekolady.

I ja mam chwile filozoficznej zadumy. Staję sobie na moście nad Wisłą, od czasu do czasu spluwam na fale i myślę przy tym: „Panta rhei”.

 

Zachęta do postu

post0ab7fa05e1da43c2d871a1634d80c1e7Pozwolę sobie dziś na luźną dygresję. Ostatnie badania na szczurach wykazały, że organizm pozbawiony postu nie inwestuje w mózg, ponieważ wszystko, co potrzebne mu do życia, jest już zapewnione. Natomiast gdy pojawia się głód i nie jest on zaspokojony, organizm zaczyna „inwestować” w komórki mózgowe, żeby rozwiązać problem braku pożywienia. U szczurów jedzących w czwartki i piątki tylko jeden mały posiłek dziennie zachorowalność na alzheimera spadła do zera. Post okazał się więc najlepszym sposobem na uniknięcie tej choroby. Oczywiście religijny post nie ma na celu walki z alzheimerem. Jest to po prostu jeden z wielu pozytywnych, fizycznych skutków ubocznych postu, jakie odkryła nauka. Dobrych skutków duchowych postu nauka oczywiście nie odkryła, bo nie ma do tego narzędzi. Jednak chrześcijanie od wieków korzystają z wszelkich pozytywnych owoców postu, zwyczajnie słuchając zaleceń Biblii. Po raz kolejny wychodzi więc na to, że Stwórca lepiej od naukowców wie, co jest dla nas dobre. Ciekawe, kiedy naukowcy to odkryją?

Ireneusz Krosny

Ta ostatnia sobota

czas217Ostatnia sobota wakacji, na kasztanowcu liście już nieco zbrązowiały, ale jeszcze nie lecą w dół, grawitacja nie daje rady – to znak, że moje zabiegi lecznicze przedłużają jego żywotność. Kasztanów będzie dużo – widzę z okna, jak dojrzewają i rosną. Na zewnątrz słonecznie i ciepło, w mieszkaniu działa klimatyzacja, aby było przyjemnie chłodno.

Wieczorem idę przez miasto i zastanawiam się, czy nie usiąść w jednej z knajp i nie wypić piwa, bo mają dobre. Będzie trochę ludzi, siądę przy barze, poproszę raciborskie, dostanę gruby pękaty kufelek, posiedzę kwadrans sam z tym pękatym kufelkiem, z nikim nie rozmawiając, trochę w kącie schowany, a trochę ostentacyjny, bo niezbyt dopasowany do otoczenia. Jestem za stary, za gruby, odziany nie tak i nawet czasami lubię tak nie pasować do otoczenia – co mnie obchodzi, co ludzie o mnie myślą ?

Czy myślę już o szkole ? No pewnie, po niedzieli się zacznie. Najpierw konferencja, otwarcie roku uroczyste i widok dorosłych o rok uczniów, opalonych i takich bardziej dojrzałych. A potem pierwsza lekcja – i już to poleci. Wczoraj byliśmy w Krakowie, na lotnisku i w karczmie „Rzym” jak zwykle w Tyńcu. Czekaliśmy przy plackach / bo to piątek/ na trymowanie dziewczyn-sznaucerów u pani Izy.

Jakie były wakacje ? Dla mnie bardzo senne i leniwe. Teraz trzeba się zmobilizować, wcześniej wstawać i rozpocząć nauczanie zasad Newtona. Czytam dalej Twardocha i patrzę przez okno – czuję między palcami wiatr upływającego czasu. Wieje leki wiaterek przemijania, historii i czasu minionego. Włosów wiatr mi nie rozwiewa, bo ich już prawie na mojej głowie nie ma. Za to przeczesuje mi wspomnienia i zachwyty ostatnich wakacji.

Pięć lat temu

pięćimages    Byłem wtedy, pięć lat temu, kimś zupełnie innym, niż jestem dziś: byłem młodszy, miałem tylko dwoje wnuków, lepszy, głupszy, dużo weselszy i grubszy, chociaż tak samo skłonny do melancholii jak dziś. Piłem więcej, paliłem więcej, choć z przerwami, miałem światopogląd, lepsze zdanie o ludziach, mniej pieniędzy i mniej czasu. Nie gotowałem i pisałem gorzej, piłem wódkę, gorsze wina i sądzę, że byłem przyjemniejszy w towarzystwie.

Przestrzenie głupoty przebyte w ciągu tych pięciu lat uświadamiają mi, ile jeszcze głupoty do przebycia przede mną, całe życie idioty w świecie złudzeń, jak bardzo głupi jestem teraz, tego oczywiście dziś nie dostrzegam.

Pisanie na tej stronie mnie zmieniło. I nie chodzi tutaj o jakieś gwałtowne przewartościowania, które mi się, owszem, przydarzały, ale później i od Remarqe’a raczej niezależne. Zmiana wydarzyła się gdzieś pomiędzy mną a światem, moje smutki i gorycze, wcześniej nienazwane, nagle znalazły swój i nie swój język.

Poranek

  kiedy-jest-poniedzialek-ale-ty-i-tak-masz-wakacjeW czasie wakacji trudno rano  wstać – bo przecież nie trzeba. Nie trzeba iść do pracy, niby nic nie trzeba. Ale są moje psy, dziewczyny, z którymi muszę wyjść. One nie mają wakacji a raczej ich potrzeby fizjologiczne upominają się o spacer. Więc wstaję : mycie, śniadanie i wychodzę z nimi. Teraz inną wędrujemy trasą: w stronę cukierni Klimka, przed nią skręt w prawo, potem ścieżką za płotem Basi, kawałek Spacerową i zanurzenie w park NOT-u. Po nim kilka zakrętów i powrót do domu ulicą ks. Koziełka.

     W domu poranna kawa i wejście w codzienność. Tak rodzi się mój dzień. Dziś niebo pogodne, dziewczyny leżą obok mnie, gdy piszę. Do kościoła na 11.30, bo Wniebowzięcie, potem do Katowic po Martę, Różę i Klarę. Rodzinne spotkanie przy stole, będzie jeszcze Patryk i Oliwka. Potem z powrotem do Katowic, z dziewczynami na wieczorny spacer, mój prysznic i telewizor – może jakiś dobry  film obejrzymy ? Wczoraj oglądaliśmy początek „Wilków morskich” z Gregorym Peckiem i Rogerem Moorem.

To taki dziennika wpis dzisiejszy. Wczoraj jeszcze przed zaśnięciem kawałek Twardocha „Wieloryby i ćmy” przeczytałem. I motto na najbliższe dni:

Życie jest jak most – przechodź po nim, tylko nie buduj na nim swojego domu.