Czyszczenie studzienek

indeksPrzed moim domem stanął samochód, taka półciężarówka. Wysiadło trzech mężczyzn i zabrali się do czyszczenia studzienki deszczowej na ulicy, koło mojego domu. Jeden zaczął odkręcać śrubę mocująca, drugi był kierowcą samochodu a trzeci patrzył. Stwierdzili, że w studzience  jest dużo liści i oczyścili ją. Liście pochodziły z mojego kasztanowca, nie mogło być inaczej.

Poprzednie czyszczenie studzienek miało miejsce kilka lat temu. Ucieszyłem się, że ktoś o tym pamięta. To pewnie nowa Rada Miasta. Jest prężna i dużo tam dobrych ludzi. Przypomniało mi się wspomnienie mojego nieżyjącego już teścia, który mieszkał w Bytomiu. Opowiadał, że przed wojną był tam jeden, zatrudniony przez miasto człowiek, który czyścił te studzienki w całym Bytomiu. Robił to systematycznie, powoli ale codziennie. Nigdy w Bytomiu, w tamtych czasach, nie dochodziło do powstawania zalewisk czy  wielkich kałuż z powody niedrożnych odpływów.

Tam robił to jeden człowiek, tu firma trzyosobowa. Cieszę się, że w ogóle to robią, nawet we trójkę.  A Knurów jest znacznie mniejszym miastem od Bytomia. Mimo tego robią to w moim mieście co kilka lat, a nie systematycznie. Czy sam kierowca nie mógłby zatrzymywać się koło każdej studzienki, oczyścić ją, a brudy wrzucić na samochód ? Po co mu ta asysta ? A ten pracownik w przedwojennym  Bytomiu nie miał samochodu, jeno dwukołowy wózek z łopatą, sprężyną i długim drutem…

Laudamus veteres, sed nostris utimur annis.

Chwalimy dawne lata, lecz żyjemy w naszych.

Gdy nie widzisz

niewidomyindeksWcale nie trzeba być niewidomym, żeby nie widzieć tego, co jest. Gdy się boimy, widzimy tylko nasz strach. Gdy obsesyjnie czegoś pragniemy, widzimy tylko to, czego nie mamy. Otwarcie oczu to wyzwolenie. Nie dodaje niczego, raczej zabiera – uwalnia nas od zmyślonej konieczności wpatrywania się w nasze urojenia. Świat jest przed nami i Bóg jest w tym świecie.

 

Zapach pierników i światło tęczy

rainbowindeks         Nareszcie znalazłem czas, by coś napisać. Babcia moich wnuków piecze z nimi świąteczne pierniki. Moje dziewczyny – Funia i Zuzia leżą przy moich nogach. Słyszę „Somewhere over the rainbow” z youtuba. Na dworze pada, zimno i wiatr. A w domu ciepło, pachnie wigilią. Jest bezpiecznie. jest przytulnie, wszystko działa – jest ciepło, świecą lampy, leci woda czyli jest dobrze.

            Jestem szczęśliwy. Dziś pierwsza niedziela adwentu. Czas postanowień – ja: bez alkoholu i bez słodyczy. Przez cały adwent. Bez alkoholu może wytrzymam, ale bez słodyczy będzie trudno. Zastrzegłem jedynie dropsy z metalowych pudełek z Lidla. Muszę je czasami ssać z powodu gardła. Jak się jest nauczycielem to czasami zasycha.

           Jutro poniedziałek, wywiadówka. Wystawiłem kilkanaście zagrożeń z powodu niezdanego sprawdzianu z grawitacji. Spodziewam się kolejki rodziców z pytaniem – co ma zrobić syn/córka, żeby poprawić ? Odpowiedź – poprawić . I tak co roku. Myślę, że do świąt poprawią.

            Na podwórzu pozamiatałem wczoraj resztę liści. Jest czysto na ziemi i na dachach. W domu pomalowana klatka schodowa, jesteśmy po remoncie instalacji elektrycznej w kamienicy, mamy domofony i nową kostkę brukowana podwórzu. Babcia Stazyj byłaby zadowolona. Moja mama też. Tak więc żeglując w samozadowoleniu, szczęśliwy, spełniony w domu i na zewnątrz jestem. Po prostu jestem.  Piję też popołudniową kawę, byłem na spacerze. Muszę jeszcze przygotować na jutro kilka zadań z termodynamiki. Ale to pestka.

           Dziś czytałem w kościele z Pisma Świętego. Mój kościół też mnie wspiera. I ja jestem mu oddany. Na koniec te słowa.  I żegnaj nieznajoma, do zaś.

„Nigdy nie widziałem, aby ktoś w momencie śmierci lamentował, że uczynił za wiele dobra„.                                                                                                                                                           św. Jan Bosko

Kiedy umiera poeta

becaudindeksGdy zmarł poeta
Gdy zmarł poeta
Wszyscy jego przyjaciele
Wszyscy jego przyjaciele
Wszyscy jego przyjaciele płaczą

Gdy zmarł poeta
Gdy zmarł poeta
Cały świat
Cały świat
Cały świat płacze

Pochowano jego gwiazdę,
Pochowano jego gwiazdę,
W dużym polu,
W dużym polu,
W dużym polu kukurydzy.

I dlatego znajdujemy
I dlatego znajdujemy
W dużym polu
W dużym polu
W dużym polu, jagody

La,la,la

Sianie trawy

    oliwka10417441_914498631914469_7103207637691296397_n    Dwa tygodnie temu przyjechała koparka. Miała plantować nasze górki z ziemi. Po godzinie zaprosiła mnie przyjaciółka na jej tańce. Gdy wróciłam, to koparka jeszcze pracowała. Zauważyłam, że naszych górek już nie było. Kiedy koparka odjeżdżała, podwiozła mnie do bramy.                                               Tydzień temu przyjechał pewien  pan z traktorem. Miał spulchnić tę naszą ziemię. Ten pan kupił nam trawę do siania. Kiedy on tylko odjechał , tata zaczął siać.  Ale przedtem musiał jeszcze pozbierać kamienie, które leżały wśród świeżej ziemi.. Kiedy  zasiał już trawę,  ziemię uwalcował.  Pozwolił mi podlewać ziemię wodą z ogrodowego węża.

      Wczoraj  tata przyjeżdża z pracy – patrzy – a na  ziemi rośnie trawa. Mama, tata, mój brat i ja cieszyliśmy się bardzo z nowego, pięknego trawnika.

Oliwia, moja wnuczka, 9 lat

Urodziny Tadeusza Kijonki w Operze Śląskiej

kijonkaz16225916qtadeusz-kijonka          Na osobiste zaproszenie Jubilata – Tadeusza Kijonki, który obchodził w czwartek, 10 listopada, swoje 80. urodziny – zjawiliśmy się w Operze Śląskiej w Bytomiu. Jakże to znane i kochane dla nas miejsce ! Tadeusz Kijonka – kierownik literacki Opery, który piastował to stanowisko przez 45 lat. Poeta, publicysta, założyciel miesięcznika Śląsk”, wieloletni prezes Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego.

           Wręczyliśmy mu kwiaty, ja przypomniałem spotkanie w Rybniku, w Hance Sawickiej, gdzie gościł w ramach Rybnickich Dni Literatury. Było to chyba w 1973 roku. Czytał wtedy w auli, na scenie, fragmenty swojej powieści o tematyce fantastyczno – naukowej. Pamiętał to spotkanie i przypomniał, że była wtedy w Rybniku także Wisława Szymborska.

            Jubileusz Tadeusza Kijonki  połączony był z przedstawieniem „Tosca”  Giacomo Pucciniego.   Spektakl wspaniały, dawno nie słyszałem tak dobrych głosów. W roli Toski świetna Anna Wiśniewska-Schoppa, jako Mario Cavaradossi – Nikolay Dorozhin / z Opery Wrocławskiej/ – silny i czysty głos, a Adam Woźniak w roli Barona Scarpia.

       Siedzieliśmy na dobrych miejscach, obok Henryka Grychnika i jego żony, solisty  Opery Śląskiej, bardzo dobrego tenora, już na emeryturze.

       Widownię zapełniała śmietanka towarzyska śląskich melomanów. Czuliśmy się tam bardzo dobrze. Poznała nas także pani Widerowa sprzedająca programy. Obchodzi właśnie 50 lat pracy w Operze. Powspominaliśmy stare, dobre czasy. Po spektaklu wzięła nasze płaszcze z garderoby, żebyśmy nie musieli czekać.

       Wróciliśmy do domu w doskonałych humorach. Czeka nas wkrótce „Halka” w Operze Wrocławskiej. Ale o tym napiszę innym razem.

Mianujom mie Hanka

mianujommiehanka_premiera_foto_jeremiastaszow-1To tytuł monodramu, który obejrzeliśmy wczoraj w Teatrze Korez w Katowicach. Monodram we wspaniałym wykonaniu Grażyny Bułki, aktorki tego teatru. Rzecz o Śląsku, którego już nie ma. O Śląsku, który  systematycznie niszczyli Polacy, Niemcy, Ruscy a potem znowu Polska. Po Cholonku Janoscha to drugi spektakl Teatru Korez o tematyce śląskiej.

       Polecam Ci go do obejrzenia a także do przeczytania książkę Alojzego Lyski „Jak Niobe. Opowieść górnośląska”. To było naprawdę wzruszające przeżycie. Szczególnie po tej miernocie, jaką zaprezentowała niejaka „Piwnica pod Baranami” w Czerwionce.

          Tekst Alojzego Lysko poraża i oczyszcza. Jest prosty, szlachetny i prawdziwy.
Mówi o śląskich losach, w których odnajdujemy echa rodzinnych opowieści.
Znakomita Grażyna Bułka przekracza granicę aktorskiej kreacji. Za sprawą jej talentu i znakomitego tekstu znów siedzimy przy kuchennym stole i słuchamy mamy, babci lub ciotki, przełykając łzy.
A w tle Śląsk. Ziemia przeklęta i święta.

           12 lat temu odbyła się w Teatrze Korez premiera kultowego spektaklu na podstawie powieści Janoscha, pt. „Cholonek”.
Przedstawienie to, grane do dziś, zapoczątkowało dyskusję o śląskiej tożsamości i stało się zaczynem oraz punktem odniesienia dla całej fali „śląskich” spektakli w naszym regionie.
Tak wysoko postawiona poprzeczka spowodowała jednak, że Korez od tamtej pory nie sięgnął po sztukę o śląskiej tematyce. Aż do teraz….
Bo oto pojawił się znakomity tekst Alojzego Lyski – „Opowieść górnośląska”, który zdobył Grand Prix Ogólnopolskiego Konkursu Dziennikarskiego im. Krystyny Bochenek. Nie zmieniliśmy w nim ani jednego słowa, ale tytuł – za zgodą autora, zamieniliśmy na „Mianujom mie Hanka”.

Spektakl powstał we współpracy z Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach.

Tytuł wydania książkowego: „Jak Niobe. Opowieść górnośląska”.

Spektakl dla wszystkich – ale w języku śląskim.

Czytaj dalej

Wyciszenie

ciszarozdzierajaca-cisza-50x65-obraz-olejny-lewandowski     Całkiem mi cicho, w środku i na zewnątrz. I to nie dlatego, że dziś Wszystkich Świętych. Tak zamilkłem po prostu. Wypowiadam mało słów, dużo myślę, poruszam się spokojnie i wręcz majestatycznie. Tak mi z tym dobrze. Robię, na co mam ochotę, nikt mnie nie popędza, a gdyby ktoś śmiał to uczynić, to zabraniam. Sam sobie sterem, jestem wolny. Dawno tak nie czułem. Może to zmęczenie po towarzyskim spotkaniu, może to jesień i to, że dziesięć worków liści z mojego kasztanowca mam w rękach i w nogach. Na mojej ulicy jest tak cicho, nikt prawie nie chodzi. W kościele też dziś pusto.

           W ogóle mój Knurów to małomiasteczkowa dziura. Czasami mam takie wrażenie, choć to miejsce kocham i chcę tu być.

          Zmęczony jestem i dlatego lubię być sam. Cisza jest zbawienna. Dziś w nocy zobaczyłem całe swoje życie, jak na filmie. Spać było trudno. Tak bywa czasami, tak  czasami bywa. Na dworze noc, kasztanowiec prawie bez liści. Na grobach znicze i tłumy. Jak ja nie lubię tych akcji ! Z moimi zmarłymi pobędę w najbliższą sobotę, pięć dni po Wszystkich Świętych. Bez tłumu, bez policji i bez braku miejsc do parkowania. Lubię cmentarze, niedawno o tym pisałem.

      A teraz niech znowu będzie cicho. Moje trzyszybowe okna nie przepuszczają żadnych dźwięków z ulicy. W szkole, przy stole, przy którym siedzę, mam lustro. Patrzę tak na siebie – w swojej samotności  – muszę z kimś inteligentnym porozmawiać, nieprawdaż ?

Kacper

kacper404974917Zatrzymała mnie na ulicy siostra Celestyna z naszego klasztoru  i poprosiła o pomoc dla Kacpra. Wiedziała, że pomagam uczniom z zaniedbanych i biednych rodzin, których nie stać  na korepetycje. Kacper powtarzał piątą klasę, teraz jest w szóstej. Powtarzał z powodu języka angielskiego. Ma dziewięć jedynek z matematyki. Obiecałem pomóc. Zadzwoniła do mnie jego mama i umówiliśmy się na sobotę. O oznaczonej godzinie Kacper nie przyszedł. Przyszedł prawie godzinę później, kiedy już się go nie spodziewałem. Powiedział, że mama go nie obudziła. Najpierw z nim porozmawiałem o jego rodzinie i warunkach, w jakich mieszka. Ma czworo rodzeństwa. Wszyscy mieszkają razem w ciasnym mieszkaniu w starym familoku. Mama pracuje w Gliwicach przy produkcji dywaników samochodowych. Dziećmi się nie interesuje w ogóle. Każdy je to, co sam znajdzie i sobie przygotuje.

– Co dziś jadłeś ? – spytałem

– Dwie kromki chleba z dżemem. Chciałem zjeść jeszcze płatki, ale już nie zdążyłem. Inni zjedli.

–  A co z obiadem ?

–  Raczej nie jem, nie jestem głodny.

          Dałem mu, co miałem do jedzenia. Poczęstowałem też sokiem i cukierkami. Był bardzo wdzięczny. Zrobiliśmy kilka zadań z zaokrąglania liczb i  działań na ułamkach zwykłych. Umówiliśmy się na wtorek. Pójdę do jego szkoły i porozmawiam z  panią od matematyki. Poproszę o podzielenie zaległości na krótkie  porcje, abym mógł go do poprawy przygotować.

       Wieczorem zadzwoniła siostra Celestyna. Powiedziała, że Kacper potrzebuje mężczyzny z autorytetem. Jego ojciec ich opuścił i mieszka w Zabrzu.

           W niedzielę pomagałem moimi wnukom z matematyki . W tygodniu nie starcza już czasu. Tyle dzieci potrzebuje pomocy. 

           Dopóki zdrowie pozwoli, będę uczył i wychowywał. Tego Bóg ode mnie chce. I daje mi to szczęście, zadowolenie i poczucie spełnienia. Czegóż chcieć od życia więcej ?