…i potrzebny do tego mi Paryż…

Z młodych nie wie tu nikt, jakie były te dni, dawno już zapomniane

Tamten upojny czas, gdy na Montmartrze bzy pachniały pod oknami

Nie liczyło się nic,stare schody na strych i pokoik ubogi

Tam nam płynęły dni – ja malowałem, a modelką byłaś ty

To najszczęśliwszy w życiu czas

Choć chodził głodny każdy z nas,w kawiarenkach był ścisk,

Tłum podobnych jak my snuł o sławie marzenia

Przeminie dzień lub dwa, a podbijemy świat, świat wreszcie nas doceni

Gdy szef kuchni miał gest, kupił obraz i jeść dał zziębniętym artystom

Dookoła pieca tłum skandował wiersze, już nam nie dokuczał głód

La Boheme, la Boheme, to najpiękniejsza jesteś ty

A każdy z nas geniuszem był,nie chodziło się spać

Całe noce do dnia malowałem pasjami szkicując twoją pierś,

Łagodny bioder łuk pomiędzy sztalugami

A gdy wstawał już świt, starczał nam kawy łyk

Potem w moich ramionach szeptałaś – kocham cię

A gdy przychodził sen, za oknem wstawał dzień

La Boheme, la Boheme – to znaczy mieć dwadzieścia lat

Byliśmy wolni tak jak wiatr, czas ucieka i gna

Gdy poszedłem znów tam, na to samo poddasze

Dziś wszystko już nie tak, nie został nawet ślad naszych szczęśliwych czasów

Zmienił się stary dom, inny jest każdy kąt – i ulice nieznane

Na wszystkim smutku cień, sztalugi pokrył kurz i bzy nie kwitną już

La Boheme, la Boheme – to nasza młodość, ten gniewny czas

La Boheme, la Boheme – dni, co nie wrócą jeszcze raz 

Gdzie jest mój Homel ?

             Homel to miasto w południowo-wschodniej Białorusi. Teraz, bo dawniej było w granicach Litwy i Polski, po pierwszym rozbiorze wcielono je do Rosji. W styczniu 1919 Homel wpadł w ręce bolszewików. W mieście wybuchł bunt, który został stłumiony przez nowych okupantów.  W dwudziestoleciu międzywojennym bolszewicy zamknęli świątynie katolickie i prawosławne, a niektóre z nich z czasem zniszczyli, jak np. kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny czy cerkiew Św. Trójcy.

            Pobliski Las Szczakatowski jest cmentarzyskiem kilku tysięcy ofiar wielkiego terroru. W 1941 około 30% mieszkańców stanowili Żydzi, z których większość opuściła miasto lub została zamordowana.

           O Homelu śpiewa Alosza Awdiejew. Śpiewa z żalem i smutkiem, bo jego Homela już nie ma. Każdy z nas ma swój Homel, swoje dawne wspomnienia. Kto zniszczył twoje ? Może świat pędzący ku katastrofie, może ty sama to zrobiłaś, a może jeszcze ktoś inny ?

Nie wiem, szukaj odpowiedzi albo i nie szukaj.  A kogo to zresztą  obchodzi ?

 

Mój Marek Grechuta

Słuchałem go bez przerwy w latach siedemdziesiątych i następnych, nie mogąc przestać, aż do zdarcia czarnego longplaya.  Jego piosenki znalem / znam dalej /  na pamięć, byłem dwa razy na jego koncercie w gliwickim Gwarku, na rynku, w 1975…

Był mi zawsze bardzo bliski – i przez poezję, którą śpiewał, i przez sposób jej interpretacji. Bliska mi była jego osobowość i sposób bycia, choć  przecież go dokładnie nie znałem…

Natknąłem się ostatnio na biografię Marka Grechuty i z ciekawości zacząłem grzebać w Internecie poszukując archiwalnych filmów z jego ostatnich lat życia. Zadziwiające, jak niewiele można znaleźć. Marek Grechuta zmarł w 2006, w  wieku 61 lat, a więc nie był zgrzybiałym staruszkiem – tymczasem jego aktywność sceniczna zakończyła się tak naprawdę w połowie lat dziewięćdziesiątych. A dlaczego o tym piszę? Bo ciągle mam przed oczami te nieliczne filmy dostępne z ostatnich 6-7 lat życia Grechuty. Nigdy nie miałem świadomości z jak dużymi problemami zmagał się ten legendarny pieśniarz. Jego dyżurna melancholia była dla mnie zawsze rodzajem scenicznego wizerunku, wywołującego we mnie nastrój mi bliski. Patrząc na starego Marka Grechutę do śmiechu mi nie jest. Nie wiem, co wywołało takie spustoszenie – leki czy choroba – jest jednak faktem, że pod koniec życia muzyk w niczym nie przypominał dawnego rozpoetyzowanego młodzieńca, jakim go niewątpliwie wszyscy chcielibyśmy zapamiętać. Czytaj dalej

Universe – na koncercie

      Byliśmy na ich koncercie, ja z moją żoną, ósmego marca, w dzień kobiet. Piszę małą literą, bo tego święta nie lubię. Nie jestem zwolennikiem tego zespołu, ale poszedłem, by sprawić przyjemność. Koncert mnie dość nudził, szczególnie zbyt banalne teksty nie wzbudzały we mnie wzniosłych odnośni poetyckich. Ale wytrwałem, wśród rozentuzjazmowanych pań na sali, oklasków grupy fanów, zachowywałem stoicki spokój. Tylko ja siedziałem na koniec koncertu, gdy owacja była na stojąco. W końcu wstałem, by rozprostować kości. W drodze powrotnej dość gwałtownie wymieniliśmy nasze skrajne poglądy na temat zespołu, potem zapanowała cisza. Następnego dnia byliśmy jak zawsze –  pogodzeni i szczęśliwi. Postanowiłem o tym koncercie nie pisać, nie chciałem obrażać gustów publiczności.

      Ale dziś jeszcze raz prześledziłem historię zespołu, tragiczną śmierć lidera Mirosława Breguły i posłuchałem ich piosenek. Niektóre mi się podobają, nie przeczę. Więc ci jedną z nich przypominam, w niedzielne popołudnie. Na dworze chłodno, zima bez śniegu, nie pada deszcz. Dziś u nas czworo z pięciorga wnucząt, jest więc głośno i wesoło. Nastrój mam dobry, ustabilizowany. W Wielkim Poście unikam słodyczy i alkoholu. Czytam Pismo Święte w domu i w naszym kościele, w czasie niedzielnych mszy.

           Muszę przyznać, że ten rok jest dla mnie wyjątkowo dobry. Jest praca, a z niej duża radość. Cały czas jestem z Bogiem blisko, a On mówi mi, co mam robić, co mówić i co pisać. Niczego więcej nie pragnę, niż pełnić Jego wolę. Spróbuj sam, zobaczysz jak to jest. To taka myśl na Wielkopostne Rekolekcje, moje sześćdziesiąte drugie.

Ta piosenka śp. Mirka Breguły jest dla ciebie…

Porwany za młodu

      Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować przez życie, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. Szukałem jej, nie tylko będąc ministrantem.  U bram mojej świątyni prosiłem o nią i aż do końca będę jej szukać. Z powodu jej kwiatów, jakby dojrzewającego winogrona, moje serce napełniło się radością, noga moja wstąpiła na prostą drogę, od młodości mojej idę jej śladami.

    Nakłoniłem tylko trochę  moje ucho, a już ją otrzymałem i znalazłem dla siebie rozległą wiedzę. Nikt, kto mnie zna, nie wątpi, że lubiłem się uczyć, o moich nudnych i monotonnych cenzurkach na wszystkich świadectwach nie chcę teraz mówić. Czyniłem  w mądrości modlitwy postępy, a Temu, który mi dał mądrość, chcę oddać cześć. Postanowiłem bowiem wprowadzić ją w czyn, zapłonąłem gorliwością o dobro i nie doznałem wstydu. Dusza moja walczyła o nią i z całą starannością usiłowałem zachować Prawo.

        Upadałem tak często popełniając w życiu błędy, które wydawały mi się nie do naprawienia. Mimo tego ręce wyciągałem w górę, a błędy przeciwko niej opłakiwałem. Skierowałem ku niej moją duszę i znalazłem ją dzięki czystości; z nią od początku zyskałem rozum, dlatego wiem Panie, że nie będę opuszczony.

Mieć przyjaciela

Miła mowa pomnaża przyjaciół, a język uprzejmy pomnaża miłe pozdrowienia.

          Żyjących z tobą w pokoju może być wielu, ale gdy idzie o doradców, niech będzie jeden z tysiąca! Jeżeli chcesz mieć przyjaciela, posiądź go po próbie, a niezbyt szybko mu zaufaj! Bywa bowiem przyjaciel, ale tylko na czas jemu dogodny, nie pozostanie nim w dzień twego ucisku. Bywa przyjaciel, który przechodzi do nieprzyjaźni i wyjawia wasz spór na twoją hańbę. Bywa przyjaciel, ale tylko jako towarzysz stołu, nie wytrwa on w dniu twego ucisku. W powodzeniu twoim będzie jak [drugi] ty, z domownikami twymi będzie w zażyłości. Jeśli zaś zostaniesz poniżony, stanie przeciw tobie i skryje się przed twym obliczem.

        Od nieprzyjaciół bądź z daleka i miej się na baczności przed twymi przyjaciółmi. Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za wielką jego wartość.

      Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana. Kto się boi Pana, dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, bo jaki jest on, taki i jego bliźni.
(Syr 6,5-17)