Uwolniony z łańcuchów

Już noc, na dworze ciepło, listopad u bram, a ciepło … Nie wiem, dokąd to zmierza, ale nie martwię się tym. Jest tak inaczej. Liście na placu same się grupują, bez zamiatania. To ten dziwny wiatr. A w sobotę, gdy skończyłem prace na podwórzu, znalazłem liść dębu, koło mojego garażu.

Dęby tu nigdy nie rosły, może w starej epoce. Podniosłem go. Uśmiechnąłem się, bo wiedziałem od kogo. Wieńca z niego nie zrobię, ale cieszę się, Babciu, że ci się podoba. Ja też lubię porządek, gdy na placu wszystko pozamiatane. I choć sam do tego zostałem, wspólnicy odpadli, to byłem szczęśliwy.

Jestem nawet i teraz. Uwolniony z Łańcuchów.

Jesteś

” Dziękuję. Za co? – ta piosenka uratowała moje piętnastoletnie małżeństwo,które się totalnie rozpadało.Po piętnastym odsłuchaniu stwierdziliśmy,że jednak się kochamy i chcemy wszystko naprawić i wybaczyć. Polecam.”

„Jest tyle ciepła W twym głosie – miła Że nawet lodowiec Z torbami byś puściła

Piękna, cudowna, jak większość utworów SDM. Pozdrowienia dla wszystkich słuchaczy tych wspaniałych melodii.”

„To jest cudowne! Marze tez taka być….:) Jestem jak zaczarowana i oczarowana może się uda i w tym cudownym stanie zostanę:) będę słuchać od rana do rana….”

Będziemy razem żyć
Ja będę czekać, przyjdź
Gdy tylko zechcesz, przyjdź
Będziemy razem żyć.

Hallelujah (piosenka Leonarda Cohena)

Spotkałem się ostatnio ze zdaniem, że piosenka Hallelujah Cohena jest nieprzyzwoita i w kościele wykonywać jej nie można. Zgadzam się, że w kościele należy wykonywać tylko te utwory muzyczne, które mają zgodę biskupa. Natomiast jej interpretacja jest wieloznaczna i tak od razu nie byłbym za tym, czy obraża ona Boga, czy próbuje z nim rozmawiać ustami Dawida.

Piosenka, której tekst jest silnie inspirowany opowieściami biblijnymi. Cohen podobno prowadzi tutaj dialog z samym Bogiem – Alleluja króla Dawida ma dawać przyjemność Bogu. Cohen pyta go jednak retorycznie – Ciebie jednak nie obchodzi muzyka, prawda?

Niejednoznaczne jest więc do kogo zwraca się tutaj narrator – do Boga, ukochanej kobiety? A może to właśnie ona wypowiada się w tej piosence? Król Dawid jest teraz bardziej zainteresowany tworzeniem swojej mrocznej historii, niż pięknej, pochwalnej muzyki dla Boga.

Tekst opowiada o innym, mrocznym Alleluja – takim stworzonym przez śmierć, zbrodnię. Król Dawid jest pozbawiony swojej moralności, dobra, które czynił do tej pory. W refrenie więc teoretycznie chwali swojego Boga, a tak naprawdę – chwali tę drugą, ciemną stronę ludzkiej natury. Chora miłość do kobiety odebrała mu zdolność do czynienia dobra. Miłość niejako zmusiła go do odwrócenia się od Boga.Słowa utworu są tak głębokie i wieloznaczne, że interpretacji można znaleźć dosłownie dziesiątki. W tym tkwi wielka siła opowieści – dla jednych miłosna, dla innych czysto religijna, dla jeszcze innych – mroczna opowieść o naturze człowieczeństwa.

Cohen opowiada tę biblijną historię, w której król Dawid, boski kompozytor, zakochuje się w pewnej kobiecie. Miłość przynosi mu wiele problemów i zgryzot, które ostatecznie prowadzą do zabójstwa męża ukochanej. Najpewniej to muzyczne Alleluja jest więc fałszywe, przekupione. To piosenka o poświęceniu i miłości – Dawid rezygnuje niejako ze swojej moralności, ze swojej relacji z Bogiem.

Oto jedna z sześciu oryginalnych wersji tej piosenki, którą obejrzało na YouTubie ponad 122 000 000 widzów…

Cichy Don, cicha Ty

Że czytam „Cichy Don” to już wiesz …. jeżeli czytasz moją stronę na bieżąco.

Jeżeli nie, to teraz wiesz. Czytam ‚Cichy Don” z Kindla, to taki czytnik e-booków, bo nie lubię trzymać w ręce ciężkich i opasłych książek. Czytam zawsze w łóżku, przed zaśnięciem. To dziwna opowieść , opowieść o Kozakach. Przed pierwszą i po pierwszej wojnie światowej. Lubię Rosjan, lubię Kozaków, nie znoszę Putina, to szatan. Czytam z wielką pokorą i rozumiem tych ludzi. Nie mam zamiaru ci tłumaczyć dlaczego. To są Słowianie. Oprócz nich dogadałbym się w ciągu pięciu minut z Francuzem, Włochem i Hiszpanem. To nie są Słowianie, ale kochają życie tak jak ja i nie zwracają  uwagi na szczegóły. Kocham życie ! Ty kochaj je też, będziemy w kontakcie. Pa.

Jakież dziwne jest to życie, Aleksy!… Ludzie chodzą jakby po omacku, spotykają się i rozchodzą, niekiedy depczą jedni drugich… Żyjesz tu sobie za pan brat ze śmiercią i aż dziwnie robi się człowiekowi: po co to wszystko? Wedle mnie nie ma nic straszniejszego jak to, co siedzi wewnątrz człowieka: w żaden sposób nie można zajrzeć do samego dna… Teraz oto leżę tu z tobą i nie wiem, o czym ty myślisz. I do śmierci się nie dowiem, jakie tam było naprawdę to twoje życie. Ja nie wiem i ty o mnie nie wiesz… — Może ja chcę ciebie zaraz zabić, a ty jeszcze mi suchara dajesz, nic nie podejrzewając. Ludzie bardzo mało wiedzą o sobie.
Latem byłem w szpitalu. Obok mnie leżał żołnierz rodem z Moskwy.
Dziwił się wszystkiemu, rozpytywał, jak żyją Kozacy, co i jak. Oni myślą, że Kozak ma tylko nahajkę — myślą: dziki Kozak, zamiast duszy ma butlę jakąś; a przecież my jesteśmy ludzie, tacy sami jak oni; — kochamy kobiety, pieścimy dziewki, opłakujemy własne zmartwienia, cieszymy się cudzą radością… Co, Aloszka? Wiesz, chłopcze, zrobiłem się taki, pazerny na życie — jak przypomnę sobie, ile bab na świecie, aż serce ściska. Gdy pomyślę, że przez całe życie nie zdołam wszystkich wykochać — to chce mi się krzyczeć z żalu. A tu, tak głupio urządzili życie, wpakują ci jedną i trzymaj się aż do śmierci… Czyż to nie zbrzydnie? A jeszcze wymyślili wojnę…

Michaił Szołochow (z książki Cichy Don. Tomy 1,2,3,4)

Współczuję Wam Nauczyciele…

Powiem szczerze: nie chciałabym być dziś NAUCZYCIELEM. Współczuję Wam, drodzy Pedagodzy. Współczuję Wam tego, jakie dzieci przyprowadzamy Wam do szkoły. Współczuję tego, jak my rodzice zachowujemy się wielokrotnie wobec Was. Współczuję tego, jak pokazuje się Was w mediach, a jak NIE pokazuje. I tego, że tak mało Wam płacą za to wszystko.

Od początku. Jestem matką dwójki dzieci w szkole podstawowej, od co najmniej pięciu lat obserwuję  polską szkołę Jestem psychologiem, który spotyka się z dziećmi i ich rodzicami regularnie (od prawie dziesięciu lat). Jestem też osobą, która szkoli, prowadzi warsztaty, rozmawia. Z dziećmi, nauczycielami i rodzicami, z innymi psychologami. Słyszę coraz częściej „Dzieci są coraz trudniejsze“ (używają słowa trudne zamiast niewychowane, rozwydrzone, aroganckie – aby nie narazić się któremuś rodzicowi za zbyt oceniająca postawę), „Boję się zebrań“ (czytaj boją się rodziców, którzy atakują ich na każdym kroku), „Coraz częściej chciałabym zrezygnować“, „Zastanawiam się, po co wybrałam ten zawód. I nie mówią tego nauczyciele, którzy wypalenie zawodowe czują od momentu podjęcia pracy. Mówią to fajni ludzie, z większym lub mniejszym doświadczeniem, ze szkół prywatnych lub państwowych, szkolący się nieustająco na dodatkowych kursach, przychodzący do mnie na warsztat nie po pieczątkę, ale po to, by czegoś się nauczyć (w godzinach wolnych od pracy! ). A ja mam często wrażenie, że przychodzą, by porozmawiać.

O tym, jak są rozczarowani. Jak się boją. Jak nigdzie nie czują wsparcia. Jak się po nich „jedzie“

Pani Ania, nauczyciel wychowania początkowego, około trzydziestki, ten typ, który przemierza korytarz wlokąc za sobą przyklejone pierwszaki. Ciepła, serdeczna, kochana. „Miałam problem z dyscypliną, bo dzieci były niezwykle aktywne, hałaśliwe, to duża klasa, więc trudno było utrzymać uwagę. Wymyśliłam, że będę w nich rzucać papierowy samolocik, gdy któreś będzie mi szczególnie przeszkadzać. Najbardziej dokuczał jeden nadpobudliwy chłopiec, więc najczęściej dostawał ode mnie samolocik.

Pani Natalia, także wychowawcza klasy licealnej, nauczyciel WOS-u dodaje „U mnie jeden z chłopców wstał i powiedział „Jest Pani debilką, jeśli uważa Pani, że lewica w Polsce miała cokolwiek do powiedzenia”. A ja tylko przedstawiłam poglądy lewicy i prawicy po dwóch stronach tabelki. Rodzic poproszony o interwencję, poszedł do Dyrektora ze skargą, że jestem komuchem. A ja nawet nigdy nie głosowałam na lewicę w Polsce“.

To są tylko przykłady. Są nazywane debilkami. Idiotkami. A nawet jeśli nie mówią im tego wprost, to dają do zrozumienia komunikatami w stylu „Mój Tata mówi, że nauczyciele są bardzo niewyedukowani“ albo „Ta szkoła ma fatalny poziom“ albo „Moi rodzice mówią, że zaraz po podstawówce wyjedziemy z tego kraju, bo tu nie ma się gdzie uczyć“.

A że nie jest tak źle – składam najlepsze życzenia wszystkim pięknym Koleżankom i niedouczonym Kolegom. Nie martwcie się – kiedy padniecie z wycieńczenia – po Was przyjdą inni…

A teraz  – Na Zdrowie !!! I jeszcze jeden i jeszcze raz…

 

Moje wyborcze credo

  • Grzegorz Cuber, 63 lata, nauczyciel fizyki w Liceum w Knurowie, pracuję  w szkole  od 42 lat. Od dwóch lat jestem na emeryturze, ale uczę dalej, bo kocham to co robię i lubię rozmawiać z młodymi.
  • Jestem katolikiem, Ślązakiem z dziada pradziada, knurowianinem od urodzenia.
  • Pomagam od wielu lat młodym ludziom zrozumieć  trudne problemy fizyki i matematyki w szkole i na zajęciach indywidualnych. Pomagam zupełnie bezinteresownie uczniom wszystkich typów szkół z rodzin w trudnej sytuacji materialnej, z rodzin rozbitych. Szczególnie tym, których kierują do mnie Siostry Służebniczki z naszego klasztoru.
  • Od czterech lat prowadzę własną, zupełnie prywatną stronę internetową www.rebuc.pl na której możesz znaleźć wiele informacji o mnie, o moich poglądach na różne sprawy, możesz też posłuchać piosenek, które tym tekstom towarzyszą. Choć jest to strona zupełnie prywatna, odwiedziło ją jak dotąd prawie 800 000 czytelników.
  • Jestem członkiem Rady Parafialnej Parafii św. Cyryla i Metodego, czytam czasami w niedzielę pismo święte w czasie mszy / jestem lektorem/.  Prowadzę też stronę  internetową naszej parafii, która już wkrótce będzie miała nową szatę graficzną.
  • Lubię porządek, dobrą organizację i osiąganie celów przy minimalnym wydatku pieniędzy.
  • Jeżeli zostanę wybrany do Rady Miasta, chcę walczyć o sprawy dzieci i młodzieży a także o ułatwienie życia osobom starszym i niepełnosprawnym. Przydałby się w Starym Knurowie plac zabaw dla dzieci, bar mleczny lub garmażeryjny dla wszystkich potrzebujących, gdzie dania będą pożywne i bardzo tanie. Mam już lokalizację takiej jadłodajni, szukam sponsora.
  • W tej kampanii wyborczej nie wydrukowałem żadnych plakatów, ulotek czy reklamowych gadżetów. Wiszą trzy moje plakaty, które zostały mi z poprzednich wyborów. Wiem, że wybierzesz nie tych, którzy mają największe zdjęcia i plakaty na każdym płocie.
  • Jestem ojcem dwóch dorosłych córek i sześciorga wnucząt. Pomagam im w matematyce, często chodzimy razem do teatru i na place zabaw. Mam też dwie suczki – sznaucery miniaturowe czarno-srebrne.
  • Jestem pogodny, towarzyski, lubię żartować. Na lekcjach mam idealną ciszę. Uczniowie mnie lubią / podobno/ i mam wśród nich duży autorytet / podobno/. Nigdy ich nie okłamuję, kiedy czegoś nie wiem albo gdy popełnię jakiś błąd w obliczeniach – przyznaję się do tego i często  stawiam za to spostrzegawczym uczniom oceny bardzo dobre. Uczniowie nie boją się mnie, ale czują przede mną respekt.  Bo  tak w szkole być powinno.
  • Jest bardzo wielu dobrych, mądrych i uczciwych kandydatów do Rady Miasta. Ty dokonasz wyboru.

Najlepsze kasztany rosną na ulicy księdza Koziełka, co nie ?

  Teraz czytam „Cichy Don”, jak zawsze z Kindla. Od grubych książek ręka mi cierpnie, bo czytam tylko w łóżku. Nad morzem czytałem siedząc przy stoliku w barze na plaży w Sianożętach. Teraz morza nie widzę, nawet Anglia zniknęła za zasłoną Łuku Triumfalnego. Teraz jest Knurów, Śląsk, Bytom, Katowice i Zabrze – najbardziej niemieckie z polskich miast. Modliłem się w nocy różaniec za Roberta Buchcika, naszego gospodarza z Domu Kultury w Czerwionce. Kto go jeszcze pamięta – z tamtych czasów ?  Może Piotr Cybułka albo Zenek Nienartowicz.  Może Zdzisław Ręka albo  Arkadiusz Mrokwa ? Patrykowi tłumaczyłem dziś zamianę ułamka niewłaściwego na liczbę mieszaną. Ma z tym problemy. Liczbę mieszaną zamienia na ułamek bez trudu. Dziwne, co nie ? Ale nie dla mnie. To cudowny chłopak, mój wnuk. Żyje w świecie wyobraźni, tak jak i ja. Spotykamy  się  tam często.

Wydaje mi się, że rozumiesz wszystkie moje myśli i aluzje. Ale wiem, że nie wszystkie, bo nie jesteś ze mną. Spotkajmy się w L’usingnolo. To jedyny dobry lokal w Knurowie. Szkoda, że nawet w akwarium nie można tam palić. Do Orso nie chodzę. Na ścianach są kicze, a na dużych talerzach małe dania, nie najlepszej  jakości. Wolę już flaczki w „Barbórce” i piwo w Gwarku. To ta knajpa w Knurowie, w której można palić. Tylko że chłopy gadają tak głośno, że nawet czytając „Przegląd Lokalny„ nie można się skupić. Do czytania „Przeglądu”  w ogóle skupiać się nie trzeba. Oprócz cotygodniowego felietonu redaktora Skorupy, który czasami bywa niezły, szkoda na to czasu.

No, teraz już czas na rozmowę z moim Bogiem, na litanię Ojca Pio i różaniec. Nie wiem jeszcze za kogo. Ktoś się na pewno o niego upomni. Pomagam duszom w czyścu cierpiącym. One mi  też.

Miłej nocy i dobrej niedzieli. Jutro spotkam Wandę, Klarę i Różę i ich mamę – moją kochaną Martusię.

Jeszcze się wahasz, na kogo głosować 21 października ? Nie śmiesz mnie, to oczywiste. Takiego faceta jak ja nie znajdziesz nigdzie, nawet w Paryżu, gdzie kasztany na Placu Pigalle są znacznie gorsze niż na Placu Cubera w Knurowie. Napiję się z Tobą wódki albo soku z cytryny, wyciskanego w Twojej obecności. Bywaj.

Wieczorem, późnym wieczorem

Skończyłem byłem właśnie oglądać „Pożegnanie z Afryką ” –  po raz kolejny. W mieszkaniu nade mną jest męska impreza i ledwo usłyszałem, że Denis zginął, a samolot się spalił. Szkoda. Też chciałem polecieć. I poleciałem. Ale nie nad Afryką, tylko nad Knurowem. Przez afisze wyborcze nie widać, co sprzedają w sklepach. Wielkie billboardy określają wielkość stanowiska. Tak naprawdę mało mnie obchodzi ta cała błazenada. Wybieram się na dniach do pewnej starszej pani, która mieszka przy najpiękniejsze ulicy Knurowa, czyli przy tej, przy której i ja mieszkam. Poczęstuje mnie herbatą, tak myślę, a ja zadam jej mnóstwo pytań o to, co było, kiedy była młoda. Przyniosę jej kwiaty, chyba róże, bardzo je lubi.

Na podwórzu mnóstwo łupin z kasztanów. Było ich tyle w tym roku, że nawet dzieci przestały je zbierać. Babcia Stazyj na pewno by się cieszyła, że jej kasztan żyje już 80 lat! To dobry wiek dla kasztana, dla mężczyzny i dla kobiety chyba najbardziej.

Na moim biurku, kiedy piszę, jest obraz Matki Bożej z Medjugorie. W niebieskiej ramce. Sień wytarta, czysto na placu i niebo jest jakieś niebieskie. Dziś spadła gwiazda, a w nocy widziałem czarną postać z ręką skierowaną do tyłu, nie do mnie. Lubię gruszki zamiast jabłek, a zupę ogórkową przedkładam nad rosół, nawet gorący. Nawet nie wiesz jak się cieszę. Z czego ? Że Cię spotkałem, że moje dziewczyny na Ciebie szczekały i odwracały się od wyborczych twarzy. Mój znajomy siedział na ławce w w parku i czytał plotki. Bardzo go lubię i może kiedyś zaproszę na obiad. Jest już na tyle późno, że jeszcze nie będę spać. Coś jeszcze napiszę, tak dawno nie dawałaś znaku życia.