A morze szumi inaczej

Od kilku dni jesteśmy nad polskim morzem, w tym samym miejscu co zawsze – w Ustroniu Morskim. To samo przestronne mieszkanie blisko plaży, ta sama plaża w Sianożętach – tylko morze jakieś inne… Tak mi się chyba tylko wydaje. Powitało nas słońcem i silnym wiatrem, potem zaczęło padać, a dziś, po dwóch dniach znowu słońce pokazało się zza chmur.

Czytam książkę o ojcu Dolindo. To niezwykły kapłan, tyle przeszedł cierpień i niesprawiedliwego traktowania. Ojciec bil go i głodził, zamykał w komórce ze szczurami i wykręcał mu ręce. Kiedy został kapłanem święte Oficjum / dawna Inkwizycja/ wielokrotnie zabraniało mu odprawiać msze, przyjmować komunię i wygłaszać homilie. A wszystko przez pomówienia i zazdrość. Nigdy nikogo nie winił i modlił się za swych oprawców. Nigdy nie krytykował kościoła, zawsze był posłuszny jego poleceniom, choć były dla ojca Dolindo bardzo krzywdzące.

Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami w duszy: „Jezu, Ty się tym zajmij!”. Czyń tak za każdym razem! Czyńcie tak wszyscy, a ujrzycie wielkie, nieustające i ciche cuda! Daję wam słowo, na moją miłość 
– Jezus podyktował te słowa ojcu Dolindo Ruotolo w latach 40. XX wieku. Neapolitański tercjarz franciszkański, dziś sługa Boży, spisał w 33 tomach swoje duchowe przeżycia mistyczne, wskazówki dla kapłanów oraz to, co dyktował mu Jezus. Jego teksty są szczere, kipią pokorą i są trafną diagnozą kondycji dzisiejszego człowieka, są niczym kadr z często niełatwego życia kapłana.

A teraz już cichy wieczór nad morzem. Szumi tak samo, a jednak inaczej. Dopóki ten szum słyszę, wiem że żyję. Pozdrawiam wszystkich.