Chłodny grudnia początek

Na dworze jest – 4 st.C. Wszędzie cicho, pandemia trzyma ludzi w domach, nikt nie opuszcza mieszkania niepotrzebnie. Nie chcę pisać o polityce, nie oglądam Wiadomości TVP. Przeglądam sytuację w komputerze. Z gazet to jedynie knurowski „Przegląd Lokalny” i „To i Owo” z programem telewizyjnym. I tak niewiele da się tam znaleźć. W kamienicy cicho, dwa mieszkania puste: jedno w długim remoncie, drugie czeka na lokatora.

Dziewczyny wychodzą dwa razy dziennie z moją żoną, Funia ma nową 8. metrową smycz. Moją nogą zajmuje się rehabilitant, który odwiedza mnie prawie codziennie. Wszystko idzie ku dobremu, mam nadzieję. Trzeci rok z rzędu powierzamy siebie i naszą rodzinę Matce Bożej w 33. dniowym nabożeństwie według Św. Ludwika Marii Grignon de Montfort. Wszystkim wam to polecam, szczegóły w Internecie.

Na koniec „Wysokie drzewa” Leopolda Staffa. Pamiętaj, zawsze może być gorzej…

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa,

W brązie zachodu kute wieczornym promieniem,

Nad wodą, co się pawich barw blaskiem rozlewa,

Pogłębiona odbitych konarów sklepieniem.

Zapach wody, zielony w cieniu, złoty w słońcu,

W bezwietrzu sennym ledwo miesza się, kołysze,

Gdy z łąk koniki polne w sierpniowym gorącu

Tysiącem srebrnych nożyc szybko strzygą ciszę.

Z wolna wszystko umilka, zapada w krąg głusza

I zmierzch ciemnością smukłe korony odziewa,

Z których widmami rośnie wyzwolona dusza…

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa!