Czyszczenie studzienek

indeksPrzed moim domem stanął samochód, taka półciężarówka. Wysiadło trzech mężczyzn i zabrali się do czyszczenia studzienki deszczowej na ulicy, koło mojego domu. Jeden zaczął odkręcać śrubę mocująca, drugi był kierowcą samochodu a trzeci patrzył. Stwierdzili, że w studzience  jest dużo liści i oczyścili ją. Liście pochodziły z mojego kasztanowca, nie mogło być inaczej.

Poprzednie czyszczenie studzienek miało miejsce kilka lat temu. Ucieszyłem się, że ktoś o tym pamięta. To pewnie nowa Rada Miasta. Jest prężna i dużo tam dobrych ludzi. Przypomniało mi się wspomnienie mojego nieżyjącego już teścia, który mieszkał w Bytomiu. Opowiadał, że przed wojną był tam jeden, zatrudniony przez miasto człowiek, który czyścił te studzienki w całym Bytomiu. Robił to systematycznie, powoli ale codziennie. Nigdy w Bytomiu, w tamtych czasach, nie dochodziło do powstawania zalewisk czy  wielkich kałuż z powody niedrożnych odpływów.

Tam robił to jeden człowiek, tu firma trzyosobowa. Cieszę się, że w ogóle to robią, nawet we trójkę.  A Knurów jest znacznie mniejszym miastem od Bytomia. Mimo tego robią to w moim mieście co kilka lat, a nie systematycznie. Czy sam kierowca nie mógłby zatrzymywać się koło każdej studzienki, oczyścić ją, a brudy wrzucić na samochód ? Po co mu ta asysta ? A ten pracownik w przedwojennym  Bytomiu nie miał samochodu, jeno dwukołowy wózek z łopatą, sprężyną i długim drutem…

Laudamus veteres, sed nostris utimur annis.

Chwalimy dawne lata, lecz żyjemy w naszych.