Dziewczyna w berecie.

Wesołe życie jest
Gdy się je w garści ma
Raz się na wozie jest
A czasem pod
Padasz i wstajesz
I znów chwytasz losu młot
Wesołe życie jest                                                                                                               Gdy się je zna do dna

Weekend majowy dobiega końca. Był ci on u mnie, przedstaw sobie dziecinko, wielce udany, wielce udany… I odpocząłem nieco, z dziećmi dużo uciechy w wodzie i w starym parowozie. A  lody w Sośnicowicach niczego, jeno polewa do lodów za trzy złote, a gałka po trzy pięćdziesiąt. Takie to czasy, dziecinko, teraz to tak jest. Pytasz wujka o zdrowie ? Ano dajemy radę, jeszcze na nas nie pora. Do pieca już dzisiaj nie pójdę, niech zgaśnie. Majowo a zimno ciągle. Dość, basta, przecież to nie zima stulecia. Jutro matura z polskiego a kasztan ledwo pokazał kilka białych kwiatków. A więc jeszcze zdąży ?

No, mój złoteńki, dawniej matura bywała dziesiątego maja, to teraz go nie zgłupiaj. Śpiewał Alosza a teraz się przełączył na chór Aleksandrowa. Powiem ci mileńka, że na trzeci maj to muzyczka wesoła, a jak za serce chwyta, nogi same przytupują. Pamiętam, na mojej maturze z matematyki dostałem ściągę, choć jej nie potrzebowałem, ale szła tak jakoś przeze mnie. Jedną maturę pisałem w ubikacji w Bobrku, dla kogoś. A potem już tylko w komisjach, nudy na pudy. Jutro wezmę chyba Prousta do czytania. Ale czytać nie wolno, więc nie będę, nie mów nikomu.

Na ulicach pusto, flag nie wywieszają sąsiedzi ani ja, tak jakoś wyszło. W Katowicach na Żwirki i Wigury były dwie, też coś. Wczoraj nagrałem Joe Blacka, pisałem ci o nim niedawno. Może obejrzę go po raz któryś. Na wieczorek przy tiwi może być. I jeszcze jedno – ubieraj się ciepło, bo czasem tak zawieje, że aż do kości przenika. Nie możesz się przeziębić, bo stracisz pracę. Twój dyrektor nie lubi, kiedy chorujesz. I weź też beret. Wyglądasz w nim tak młodo…