Kiedyś było jakoś fajniej

Odpowiadając na post młodych ludzi, urodzonych w latach osiemdziesiątych a wychowanych w dziewięćdziesiątych, którzy wspominają swoje młode lata /Facebook/ i zachwycają się nimi, jak to kiedyś było fajnie, nie wytrzymałem, i napisałem tak:

Bardzo się cieszę, że mieliście takie dzieciństwo. Moje lata  szczenięce i młodzieńcze upłynęły w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Graliśmy w piłkę oczywiście, gdzie bramką były dwie cegły, a my strzelaliśmy w okienko. Bardzo, bardzo dużo czytaliśmy. Wiadomości i wiedzę czerpaliśmy z encyklopedii książkowej jednotomowej. Kto miał czterotomową to był ktoś. Nasze psy jadły kości i resztki z obiadu. Gdy grając w szukane wlazł komuś gwóźdź do stopy wyciągaliśmy go i bawiliśmy się dalej. Nikt nie jeździł z nami do szpitala z byle powodu. Nagrywaliśmy piosenki z radia Luksemburg, z radia lampowego na szpulowego Grundiga ZK 140. Na religię chodziliśmy do salek obok kościoła. Była to dla nas zawsze wielka frajda, bo po szkole mogliśmy się jeszcze raz spotkać z kolegami i koleżankami. W szkole pani woźna rozpalała ogień w piecu kaflowym wcześnie rano, żebyśmy na lekcjach nie zmarzli. W ławkach zielonych i pochyłych było miejsce na kałamarz. W pierwszej klasie pisaliśmy obsadką maczaną w atramencie. Trzeba było mieć dobre stalówki, żeby ładnie pisać. Graliśmy po lekcjach w klipę, cymbergaja, dziewczyny skakały w grzyba i w wodę. Na przerwach dwie osoby kręciły długa skakanką i trzeba było umieć w nią wskoczyć. Podłogi w szkole były z surowego drewna, nasączone olejem, tzw. pyłochłonem. Gry upadliśmy na podłogę w czasie bójki, nasze granatowe mundurki z białymi kołnierzykami i przyszytą na lewym ramieniu tarczą szkolną, wymagały prania i to w pralce Frania, automatów nikt nie znał. Potem należeliśmy do harcerstwa i jeździliśmy na obozy, spaliśmy w namiotach dziesiątkach lub w NS-ach na metalowych łózkach, które na czas zimy Komenda Hufca przechowywała u gospodarza na górze w stodole, przykryte słomą. Największym wykroczeniem było palenie papierosów i picie słabego alkoholu.O narkotykach i dopalaczach nikt nie słyszał, przynajmniej u mnie. W szkole dostawaliśmy po łapach trzcinką lub drewnianym piórnikiem. W domu, gdy tata dowiedział się, że byliśmy w szkole niegrzeczni, wymierzał nam karę kilkoma uderzeniami pasem w dupę. Pas służył ojcu do ostrzenia brzytwy. Kto nie umiał matematyki albo nieładnie pisał, dostawał karę i musiał tak długo zostawać po lekcjach, aż to poprawił. Nikt nie słyszał dysgrafii i dyskalkulii. Co jeszcze ?

Mógłbym tak jeszcze długo. Kiedyś było jakoś fajniej… Na pracach ręcznych robiliśmy karmiki, pudełka z drewna, uczyliśmy się przyszywać guziki i robić siatkę na zakupy ze sznurka / oczka /. Szyliśmy fartuszki kuchenne – chłopcy i dziewczynki, nie było zmiłuj. Uczyliśmy się też cerować. Do dziś do koszuli guziki przyszywam sobie sam, bo mnie tego nauczono.Oglądaliśmy w telewizji Adama Słodowego i nigdy żadne majsterkowanie nie wychodziło nam tak pięknie, jak jemu. Doświadczenia i eksperymenty na fizyce były prawdziwe. Żadna klasa nie miała rzutnika, ekranu czy tablicy multimedialnej. Kiedyś było inaczej, masz rację. Świat mój nie znał komórek, komputerów i słuchawek noszonych na ulicy. Na przerwach dużo rozmawialiśmy. Do dziś umiemy mówić pełnymi zdaniami.

Kiedyś było jakoś fajniej…