Który rodzic nie chciałby, żeby jego dziecko żyło wiecznie?

Zanim Jezus wskrzesił Łazarza, powiedział, że jego choroba „nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”. Zawsze zastanawiam się, czy pozostałe wskrzeszenia opisane w Biblii też były motywowane w ten sam sposób. Każdy człowiek musi przecież kiedyś umrzeć. Nie obserwujemy wskrzeszeń zbyt często, nie ma reguł, kto powinien jeszcze żyć, a kto nie. Czytałem, jak pewna matka prosiła o. Pio o modlitwę za ciężko chore dziecko. Po chwili modlitwy o. Pio przerwał modlitwę i powiedział do owej kobiety: „będziemy je opłakiwać”. Tak jakby już wiedział, że Bóg postanowił zabrać to dziecko do siebie. Ale zapytajmy, jako chrześcijanie, czy to źle? Niedawno rozmawiałem z ojcem, który kilka lat wcześniej stracił dziecko. Powiedział, że widocznie Bóg chciał mieć już to dziecko u siebie, i że właściwie to dziecko ma już „wszystko z głowy” i żyje sobie teraz w obecności Jezusa. W końcu który rodzic nie chciałaby, żeby jego dziecko żyło wiecznie? Owszem, zawsze jest smutek rozstania z osobą, którą się kocha, ale dla chrześcijanina nigdy nie jest to powód do rozpaczy.

Ireneusz Krosny

www.krosny.pl