Moje poranki

ns_szkola_lawki_klasa_280Codziennie do szkoły. Jestem zawsze o wpół do ósmej, czasami jeszcze wcześniej. Co robię tak wcześnie ? A więc tak: wchodzę i zapalam wszystkie światła, włączam komputer /w Gliwicach oprócz klasowego jeszcze swój laptop/. Patrząc na kineskopowy ekran monitora byłbym tyłem do klasy, a to dla mnie niedopuszczalne. Tak jest to ustawione i nie da się ruszyć. Przenoszę na biurko stertę książek, zbiorów zadań, sprawdzianów itp. Otwieram kalendarz i zeszyt z zajęciami na dzisiaj. W domu przygotowałem tematy na bieżący dzień i najważniejsze pojęcia do omówienia. W kalendarzu sprawy na dziś: spotkania, telefony do załatwienia, przypomnienia o urodzinach i wywozie śmieci z kamienicy. Potem liczę krzesła: przy każdej dużej ławce muszą być cztery, przy krótkich po dwa. Czasami, a nawet często, w czasie moje nieobecności  są poustawiane inaczej, więc poprawiam. Opuszczam zasłony, sprawdzam ustawienia kaloryferów, otwieram okna. Uruchamiam dziennik elektroniczny, ustawiam na stronie obecności, wpisuję temat. Sprawdzam czy jest wystarczająco kredy białej i kolorowej i uzupełniam z własnych zapasów. W Gliwicach podobnie tylko że tam są mazaki i biała tablica. Komputery mam najnowszej generacji – w Knurowie desktop Optimusa z roku /?/ a Gliwicach skrzynia bez nazwy i głęboki monitor. Sprawdzam zegar ścienny i ewentualnie przesuwam wskazówki. Tyle czasu mi to zabiera. Dzwonek , uczniowie wchodzą. Wstaję, oni też . Gdy zapanuje absolutna cisza pada „dzień dobry”. Zaczyna się zwykły dzień.
Jakiś komentarz ? Po co ? Jadąc samochodem do szkoły cały czas się modlę lub słucham różańca, koronki czy modlitwy „Anioł Pański”, nagrania z Radia Em.

Jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu to wszystko inne jest na swoim. Cóż może mi się stać ? Uśmiecham się. Reszta toczy się dalej jak kamienie z wysokiej góry. A może pod górę, wysoko, ponad chmury, wbrew grawitacji ? Nie wiem, fizyka przecież nie jest najważniejsza, nieprawdaż ?