Nie oceniaj, pomóż…

„Wracając wczoraj z miasta X do miasta Z zatrzymałam się na dużej stacji benzynowej. Pod stacją siedziała kobieta. Dosłownie siedziała na ziemi. Była zapuchnięta i fioletowa. Podeszłam i zapytałam:
– Co się dzieje ?
Raptem za plecami wyrósł mi pracownik stacji:
-To pijaczka! Siedziała u nas na stacji i wyrzuciliśmy ją, żeby porządnych ludzi nie straszyła.
Kobieta się rozpłakała.
Podniosłam ją z ziemi. Rzeczywiście czuć było alkohol, ale nie była specjalnie mocno pijana. Wprowadziłam ją na stacje, posadziłam przy stoliku, zamówiłam gorące jedzenie i poczekałam, aż skończy, żeby po moim odjeździe nie wywali jej z tej stacji.
Na dworze było zero stopni. Kobieta szlochając jadła, a łzy kapały jej do talerza. Przyniosłam paczkę chusteczek, poszłam za nie zapłacić. Obsługa stacji patrzyła na mnie ze strachem i szokiem.
Ja należałam, w ich mniemaniu, do tych porządnych, więc byłam bezpieczna. Ja sama natomiast miałam ochotę wystawić ich wszystkich na mróz w ramach doświadczenia.
Wróciłam do stolika i zobaczyłam, jak kobieta chowa resztę bułki do serwetki – to dla psa – cicho powiedziała nie patrząc mi w oczy. Głodny lata po wsi.
– To Pani pies? – spytałam
– Nie sąsiada, ale sk***l go nie karmi – usłyszałam.
– Skąd Pani się tu wzięła na tej stacji ??? – zapytałam.
– Przyszłam z wioski, święto jest, sklep we wsi nieczynny, miałam 20 zł. Chciałam kupić flaszkę, żeby zapić śmierć Bartka. Zaglądam do kieszeni, a tu zgubiłam pieniądze po drodze – tłumaczyła cicho.
– Podwieźć Panią do domu? – spytałam
– Wybrudzę Pani auto, śmierdzę – odpowiedziała, ale przyjęła moją propozycję.
Zabrałam Ją do auta i po drodze opowiedziała mi o swoim dramacie. Trzy lata temu straciła dziecko w wypadku i męża.
Mieli kawałek ziemi, mieli kurnik i to spory. Kurnik jest, kur nie ma, w domu nawet czysto. Na ścianie zdjęcie męża z synkiem na ciągniku. Synek miał 7 lat. Ona wtedy była w 5-tym miesiąc z drugim w ciąży, jak wydarzył sie wypadek. Poroniła na skutek obrażeń, ale przeżyła.
– I po co, ja się pytam Bóg mnie wtedy oszczędził – zapytała mnie z ogromnym żalem w głosie.
– Dla nich – pokazałam zdjęcie męża i syna.
Wyjęłam trochę pieniędzy i położyłam na stole.
– Mogę kupić flaszkę – zapytała szczerze.
– A możesz spróbować nie? – padło zapytanie
-Pani jest ta Minge ? – spytała naraz
– Pytam czy możesz spróbować nie kupić tej flaszki? – nie dawałam za wygraną.
– Wiesz, że kupię – odpowiedziała bez cienia zastanowienia.
– Wiem – powiedziałam.
Wyszłam z jej pustego przeraźliwie domu i już wsiadałam do samochodu, kiedy usłyszałam za plecami:
– Spróbuję nie – powiedziała Kobieta.
Bo to cały czas była Kobieta.
Dzisiaj rano poszłam do samochodu i zobaczyłam na siedzeniu, na którym siedziała stary, srebrny, zniszczony medalik z wizerunkiem św. Rity.
Dlaczego to opowiadam?
Zanim ocenisz, wyśmiejesz, wyrzucisz człowieka, który odstaje od twoich standardów, zaśmieca twój świat, zastanów sie czy jego miejsce jest na śmietniku, czy zasłużył, żeby dostać karę od ciebie?
Czy masz takie prawo oceniać i karać?
Nie oceniaj. Pomóż”
Autorka: Ewa Minge