Czwartek – Boże Ciało

Dziś było upalnie, ponad 20 stopni. Procesja tylko wokół kościoła, choć w innych regionach Polski procesje szły ulicami, jak dawniej. Obiad, potem film „Życie jako śmiertelna choroba przekazywana drogą płciową”, Zanussiego oczywiście. Dużo teraz filmów oglądam, wyłącznie polskich, z lat 70 – tych. Takie właśnie teraz lubię. Są nudne, mają dłużyzny, źle nagrany dźwięk ale mają problem, pokład trudnej psychologii, w przeciwieństwie do wielu hollywoodzkich produkcji.

Potem trochę odpocząłem w pozycji najmniejszej energii, a gdy wstałem – rozwiązałem w ciągu 42 minut całą maturę podstawową z matematyki, tegoroczną. Wypiłem filiżankę dobrej kawy a wieczorem, jak zwykle kolejny odcinek „Jednego z dziesięciu” i film do poduszki – „Forest Gump” z Tomem Hanksem.

Zapomniałbym – różaniec był jeszcze przed filmem i rozmowa z jednym z moich uczniów, bardzo ciepła i serdeczna. Cieszę się, bo za chwilę porozmawiam z Jezusem i Jego matką. Przeczytam na dobranoc kilka stron Hemingway’a. Potem zasnę a gdy się obudzę będzie piątek.

Tak, napiszę do Ciebie, już wkrótce.

 

Senność i zadymka

Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg
Zasypuje śnieżnemi płatkami sennemi
Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek
I te ślady bezładnych moich kroków po ziemi.

Jeśli chcę, mogę spać – jeśli chcę mogą wstać,
Siąść przy oknie z gazetą z zeszłego tygodnia,
Albo iść w senność dnia – wtedy inny, nie ja,
Siedząc w oknie, zobaczy dalekiego przechodnia.

Czy to dobrze czy źle: tak usypiać we mgle?
Szeptać wieści pośnieżne, podzwonne, spóźnione?
Czy to dobrze czy źle: snuć się cieniem na tle
Kołującej śnieżycy i epoki przyćmionej?

Śnieg pierzyną mi legł, wiek godziną mi zbiegł
W białej drzemce, puszystym, przyprószonym spacerze.
Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek
Składam wierszom powolnym w ofierze.

Julian Tuwim

Cynizm, ironia i jedno słowo na k…

Na dworze pada, niskie ciśnienie, chce się spać. Piję więc całkiem spokojnie trzecią kawę. W kamienicy jakby się wszyscy lokatorzy umówili – wyprowadzają się po kolei. Trzeba szukać nowych, mieszkania nie mogą stać puste. Na kasztanowcu tyle malutkich kasztanów, że nie policzysz, choć masz liczydło elektroniczne. Wszystko kwitnie, zielono, cicho. Spokój i milczenie. Tego mi trzeba.

Teraz nie oglądam wiadomości TVP. Obejrzałem „Barwy ochronne”, film Zanussiego z 1976 roku. Wywiera takie samo wrażenie jak 40 lat temu. Takiego cynika jak Zapasiewicz w tym filmie rzadko można spotkać. Wiem, bo sam drwię też często ze wszystkiego. Ale taka postawa to przede wszystkim drwina z samego siebie.

Wyobraźmy sobie jak ubogi byłby słownik przeciętnego Polaka bez prostej ‚kurwy’. Idziemy sobie przez ulicę, potykamy się nagle i mówimy do siebie: ‚Bardzo mnie irytują nierówności chodnika, które znienacka narażają mnie na upadek. Nasuwa mi to złe myśli o władzach gminy. Wszystkie te i o wiele jeszcze bogatsze treści i emocje wyraża proste ‚O kurwa!’, które wyczerpuje sprawę. Gdyby Polakom zakazać kurwy, niektórzy z nich przestaliby w ogóle mówić, gdyż nie umieliby wyrażać inaczej swoich uczuć.

 

Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze mnoga, mnoga raz

Dwóch Cyganów bez przerwy
Uderza w swoje gitary
Wskrzeszają od początku tych nocy
Wszystkie moje wspomnienia
Nie wiedząc, że toczą na mnie
Falę udręki
Ożywiają pod swoimi palcami
Moją zmarnowaną młodość

Ech jeszcze raz, jeszcze wiele, wiele razy
Ech jeszcze raz, jeszcze wiele, wiele razy

Graj Cyganie, graj dla mnie
Z większym płomieniem
Aby przykryć mój głos
Który mówi za moją duszę
Gdzie cię boli, dlaczego cię boli,
Ach, boli cię głowa
Ale pij trochę mniej dzisiaj, wypijesz więcej jutro
I jeszcze więcej pojutrze

Ech jeszcze raz, jeszcze wiele, wiele razy
Ech jeszcze raz, jeszcze wiele, wiele razy

Chcę się śmiać i śpiewać
I upić mój ból
Aby zapomnieć o przeszłości
Którą wlokę za sobą
Przynieś mi mocne wino
Ponieważ wino uwalnia
Och polej, polej mi trochę więcej
Aby mnie odurzyło

Niebo dziś zachmurzone

Trochę padało, jest chłodno – 13 stopni na koniec maja. Wkrótce w mojej szkole matura i pierwszy raz nie będę zasiadał w żadnej komisji. Ze względu na wiek i stan zdrowia, tak mi to wytłumaczono. A tak niedawno ktoś z IV b powiedział, że nie jesteśmy tacy starzy… Nie przejmuję się drobiazgami. Jutro będę liczyć zadania z wielokątów z moimi wnukami z siódmej klasy. We wtorek z psami do fryzjera. Oceny na koniec roku już wystawiłem, chyba wszyscy zadowoleni, bo reklamacji nie ma. Tylko jedno zapytanie uczennicy 1 klasy LO, czy może spróbować poprawić ocenę. Zgodziłem się, może jej się uda ?

Za oknem zielono, kasztanowiec, grusza i jabłoń to oazy zielonych liści i zawiązków owoców. Dziś nie mam zamiaru oglądać wiadomości w TV. Wczoraj skończyłem „Furię” z Bradem Pittem. Na Kindlu nie dokończyłem kryminału Joe Alexa – nie da się tego czytać. Zacząłem kolejny raz „Pożegnanie z bronią” Hemingwaya. Mój mózg od razu przyjął, że to jest dobra literatura, to da się czytać.

Tyle na dziś, pójdę coś obejrzeć jeszcze w telewizorze. Mam tam nagranych kilka dobrych kawałków na trudne czasy.

Na naszym niebie


Pod niebem pełnym cudów
Nieruchomieję z nudów
Właśnie pod takim niebem
Wciąż nie wiem czego nie wiem
światło z kolejnym świtem
Ciągle nazywam życiem
Które spokojnie toczy
Swą nieuchronność nocy

Powrót na tory

Wczoraj cudowny Dzień Matki. Obietnica. Jutro rano w szpitalu, wieczorem msza za moje wnuki. Kasztan przestaje zrzucać kwiaty, bo całe już opadły. Zmiana lokatorów, kupcy mieszkania. Te kwazi równoważniki są potrzebne, kiedy chce się coś powiedzieć, a wiele powiedzieć nie można.

Jest chłodno, szczególnie nocą. Smakują mi truskawki, majowe – pamiętasz ? Jadłeś je kiedyś w Rybniku… Lubię też lody kiwi i kawę rozpuszczalną. Tobie też życzę. Unikam tematów z dziedziny polityki, chorób masowych i intelektualnego obniżania się poziomu zawodników w teleturnieju redaktora Sznuka.

I Bogu dziękuję za swoją żonę. Ze mną w ogóle trudno wytrzymać – a Ona jest po prostu Aniołem. I nie nosi skrzydeł w plecaku. Plecak ma.

Kwitnie drzewo, kwiaty kwitną, potrzebują wody

Na drzewach liście, kwiaty i jakieś tam jeszcze biologiczne inności. Nie znam się na biologii, na zoologii prędzej. I to nie dlatego, że mam dwie suczki. Cały mój kontakt ze światem to dwa spacery: ranny około 10:00 i wieczorny gdzieś w okolicach 18:00. Spotkania matek z dziećmi, z dziećmi w wózkach, z dziećmi na hulajnogach i trójkołowych rowerkach, a także tymi maluchami drepczącymi pieszo z rodzicami i babciami, dziadkami rzadziej, Najczęściej chłopcy mają spodnie na szelkach i żółte bluzki z krótkim rękawem.

Na moim podwórzu posadziliśmy w dwunastu doniczkach / 12??/ wiszących na płocie bordowe pnącza, których nazwy ciągle zapominam. Teraz już wieczór, wiatr ucichł, na placu pełno kwiecia z kasztana – kto to kiedyś pozamiata ? Wyobraź sobie, że dziś wysłałem do uczniów mailowo sprawdzian z grawitacji, do którego autor podręcznika dołączył tabelę z odpowiedziami. Ja tego nie zauważyłem a oni też nie. Oceny były w granicach 3 do 5. I tak się cieszę, a ty co myślisz o dzisiejszej oświacie ?

Z pragnienia, aby być cenionym,

Z pragnienia, aby być lubianym,

Z pragnienia, aby być wysławianym,

Z pragnienia, aby odbierać zaszczyty,

Z pragnienia, aby być chwalonym,

Z pragnienia, aby wybrano mnie przed innymi

wyzwól mnie Jezu.

Umiłuj bycie nieznanym

 

Pamiętam nagłe przebudzenie

Pamiętam nagłe przebudzenie
To nie był sen, to byłaś ty
Jak niespodzianka i olśnienie
Jak zachwyt ponad wszelkie sny
Jak zachwyt ponad sny
Jak zachwyt ponad wszelkie sny

Szły lata, wichr zmiennego losu
Rozwiał polotnych marzeń czar
I ucichł zapał mego głosu
I ucichł mej miłości żar
I ucichł żar
I ucichł mej miłości żar

W głuchocie, w mroku zapomnienia
Przemijał dni jałowych trud
Bez wiary, bez zwątpienia
Bez łez, miłości i bez złud

Aż przyszło nagłe przebudzenie
I słyszę głos, ten głos to ty
Jak zachwyt, niespodzianka i olśnienie
Jak zachwyt ponad wszelkie sny