Za oknem – tam jest poniżej zera

I co z tego ? Dzień toczy się za dniem, noc ciągnie się do poranka, przerywana kolejnymi dziesiątkami różańca, przy których dobrze mi się zasypia. Puszczam nagranie z komórki / najczęściej Langusta na Palmie/, modlę się wspólnie z ojcem Szustakiem a potem zasypiam.

I co z tego ? Żyję przecież, to wystarcza. Kiedy wszystko się wokół chwieje, jakiż sens miałoby budowanie czegoś, co wcześniej czy później musi stać się ruiną ? Lepiej dać się nieść wodzie, niż tracić na próżno siły; są one jedyną rzeczą nie do zastąpienia. Przeżyć to wszystko, dopóki się gdzieś nie ujrzy nowego celu. W przyszły piątek, 22 stycznia, wracam do nauczania fizyki w moim liceum. Bardzom ci z tego rad, moja miła przyjaciółko !

Nikt nie powstrzyma spadającej lawiny, a kto by tego próbował, zginie. Lepiej przeczekać, a potem pomóc ofiarom. W marszu trzeba mieć lekki bagaż, podczas ucieczki także…

Jeszcze dwa łyki piwa z Łomży, jeszcze raz wypad za okno po drucie elektronicznego termometru, jeszcze niewypowiedziane i nieopublikowane życzenia dla mojej 4 B…Ciebie jak zwykle zapraszam na niebieskiego winstona rozmiar 100 albo co  tam masz….Przyjdź, pod okapem wieczoru i pod nagim kasztanem z 1938 roku. Opowiesz mi swoją historię. Potem odwiozę cię do domu a do rana zapomnisz…

 

Prysznic w wannie

Usiadłem na brzegu wanny i zdjąłem buty. To się przynajmniej nie zmienia, przedmioty i milczący przymus, pospolitość, mdłe przyzwyczajenie w złudnym świetle przemijania. Rozkwitające serce w zdroju miłości. Ale kimkolwiek się jest, poetą, półbogiem czy idiotą, spada się co parę godzin z nieba, żeby oddać mocz… Tego nie podobna uniknąć. Ironia natury.

Wstrętne przyzwyczajenie rozbierania się ! Tylko ten to rozumie, kto mieszka sam. Była w tym jakaś przeklęta uległość, rezygnacja. Wiesz, że od ponad czterdziestu lat nie mieszkam sam, a spanie w ubraniu zdarzało mi się, ale niezwykle rzadko.

Wziąłem prysznic. Chłodna woda spływała po skórze. Odetchnąłem głęboko i wytarłem się. Pociecha drobnych rzeczy. Woda, oddech, deszcz wieczorny. Położyć się teraz na łące. Brzozy, białe obłoki letnie. Niebo młodości. Co się stało z przygodami serca ? Zabiły je ciemne przygody życia.

Nowy Rok minął niezauważalnie. Jutro poniedziałek. Jest przewidywalny – tak sądzisz ?

Przez most

Przez most powoli jechała taksówka. Szofer zatrzymał wóz, spojrzał w moją stronę, zaczekał chwilę, po czym dodał gazu i pojechał w stronę kościoła.

Poczułem się nagle bardzo zmęczony. Przepracowałem cały dzień, a w nocy nie mogłem spać. Wyszedłem znów, aby się napić. A teraz, niespodziewanie, razem z wilgotnym chłodem późnego wieczoru, zmęczenie spadło na mnie jak ciężki wór.

Nie pierwszy raz w bezsenne noce zaczynałem się modlić. Najczęściej różaniec, czasami koronkę lub modlitwy uwielbienia. Nie brak osób zmarłych w szpitalach i w swoich domach, za których trzeba się modlić. Wirus rozwijał się tak szybko, że trudno go było opanować. Do tego mutował.

Wstąpiłem do sklepu, kupiłem whisky i niebieskie winstony setki. W domu nalałem kieliszek, zapaliłem i znalazłem różaniec. Był tam gdzie zawsze, przy łóżku. Na dziś wybrałem tajemnice światła.

Nastawiłem po cichu Sonatę księżycową. Zapomniałem o zmęczeniu. Był tylko Bóg, ja i czerwone światełka kominów za oknem.

Czytając Rilkego

Rainer Maria Rilke – kim był ?

Ra­iner Ma­ria Ril­ke to au­striac­ki po­eta na­zy­wa­ny czę­sto pre­kur­so­rem eg­zy­sten­cja­li­zmu. Uro­dził się 4 grud­nia 1875 roku w Pra­dze jako René Karl Wil­helm Jo­hann Jo­sef Ma­ria Ril­ke, syn Jo­se­fa Ril­ke i So­phii Entz. W 1886 roku, wbrew wła­snej woli, zo­stał umiesz­czo­ny w aka­de­mii woj­sko­wej. Pięć lat póź­niej, w 1891 roku, dzię­ki po­mo­cy wuj­ka, któ­ry do­strzegł po­ten­cjał przy­szłe­go pi­sa­rza, uda­ło mu się opu­ścić szko­łę i roz­po­cząć edu­ka­cję pry­wat­ną. W 1895 roku roz­po­czął stu­dia wyż­sze na Uni­wer­sy­te­cie Ka­ro­la w Pra­dze, a póź­niej tak­że w Mo­na­chium.

Pi­sarz oże­nił się z rzeź­biar­ką Kla­rą We­sthoff w 1901 roku. W tym sa­mym roku na świat przy­szło ich pierw­sze dziec­ko. Pod­czas tego okre­su swo­je­go ży­cia czę­sto po­dró­żo­wał (choć prze­by­wał głów­nie w Pa­ry­żu) w po­szu­ki­wa­niu źró­deł utrzy­ma­nia. Two­rzył wte­dy mo­no­gra­fie i zbio­ry po­etyc­kie (m. in. Księgę obrazów i Księgę godzin). Na­stęp­nie, dzię­ki spo­tka­niu ze śro­do­wi­skiem fran­cu­skich mo­der­ni­stów, na­stą­pił roz­kwit ka­rie­ry li­te­rac­kiej pi­sa­rza. W okre­sie tym po­wsta­ło wie­le zna­nych dzieł Ra­ine­ra. Nie­ste­ty póź­niej, przed i w trak­cie pierw­szej woj­ny świa­to­wej, pi­sarz cier­piał na nie­moc twór­czą. Okres wo­jen­ny spę­dził w Mo­na­chium, a w 1919 roku udał się do Szwaj­ca­rii i roz­po­czął pra­cę nad Elegiami duinejskimi. W cią­gu ostat­nich lat swo­je­go ży­cia po­dró­żo­wał po Eu­ro­pie i sku­pił się na twór­czo­ści z za­kre­su li­ry­ki sym­bo­licz­nej i eg­zy­sten­cja­li­zmu. Pi­sarz zmarł 29 grud­nia 1926 roku w Szwaj­ca­rii w wie­ku 51 lat.

Rainer Maria Rilke – twórczość

Do spu­ści­zny, któ­rą Ra­iner Ma­ria Ril­ke zo­sta­wił po so­bie na­le­żą po­ezja, pro­za i li­sty. Do utwo­rów jego au­tor­stwa na­le­żą ta­kie dzie­ła jak Życie i pieśni (1894), Adwent (1898), Sobie na świętowanie (1900), Poezje nowe (1907), Sonety do Orfeusza (1922), Powiastki o Panu Bogu (1900), Auguste Rodin (1903) czy Pieśń o miłości i śmierci korneta Krzysztofa Rilke (1906).

A oto wiersz, który zwrócił ostatnio moją uwagę:

Lubię te ciemne godziny w mym bycie

Lu­bię te ciem­ne go­dzi­ny w mym by­cie,
gdy zmy­sły toną w głę­bi­nie bez­wol­ne;
jak w sta­rych li­stach, wi­dzę w nich ukry­te
co­dzien­ne ży­cie, już daw­no mi­nio­ne
i jak le­gen­da da­le­kie, prze­śnio­ne.

I wte­dy wiem już, że zy­ska­łem prze­strzeń
na dru­gie ży­cie, co bez cza­su pły­nie.

Nie­kie­dy czu­ję się ogrom­nym drze­wem,
ro­słym, szu­mią­cym, co po­nad mo­gi­łę
wy­ra­sta snem, przez chłop­ca śnio­nym skry­cie
(któ­re­go strze­gą pod­ziem­ne ko­rze­nie),
stra­co­nym w smut­ku, ża­ło­ści i śpie­wie.

przeł. An­drzej Lam

Czy to było wczoraj, czy to będzie jutro ?

Śniadanie, psy, wiadomości z komputera, ćwiczenia rehabilitacyjne z instruktorem, obiad, fakultatywne spotkania z fizyką, z wnukami matematyka poziom 8, psy, jeden z dziesięciu i ciągle mało udana próba znalezienia dobrego filmu na wieczór.

Dzień podobny do dnia, noc do nocy. Mamy ciepło, jasno, leci woda, gra tv i jest Internet. Przyjacielu, czy możesz narzekać ? Chybabyś zgrzeszył…Dawniej taki tryb życia nazwałbyś nudnym, nieciekawym, monotonnym.

Teraz mi to odpowiada. Nie jestem zbyt towarzyski – mało powiedziane. Raczej jestem samotnikiem, zatopionym w książkach. Jedynie moje lata licealne były wyjątkiem, ze względu na bujne życie pozalekcyjne, działalność kabaretową i harcerskie obozy.

Chłodny grudnia początek

Na dworze jest – 4 st.C. Wszędzie cicho, pandemia trzyma ludzi w domach, nikt nie opuszcza mieszkania niepotrzebnie. Nie chcę pisać o polityce, nie oglądam Wiadomości TVP. Przeglądam sytuację w komputerze. Z gazet to jedynie knurowski „Przegląd Lokalny” i „To i Owo” z programem telewizyjnym. I tak niewiele da się tam znaleźć. W kamienicy cicho, dwa mieszkania puste: jedno w długim remoncie, drugie czeka na lokatora.

Dziewczyny wychodzą dwa razy dziennie z moją żoną, Funia ma nową 8. metrową smycz. Moją nogą zajmuje się rehabilitant, który odwiedza mnie prawie codziennie. Wszystko idzie ku dobremu, mam nadzieję. Trzeci rok z rzędu powierzamy siebie i naszą rodzinę Matce Bożej w 33. dniowym nabożeństwie według Św. Ludwika Marii Grignon de Montfort. Wszystkim wam to polecam, szczegóły w Internecie.

Na koniec „Wysokie drzewa” Leopolda Staffa. Pamiętaj, zawsze może być gorzej…

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa,

W brązie zachodu kute wieczornym promieniem,

Nad wodą, co się pawich barw blaskiem rozlewa,

Pogłębiona odbitych konarów sklepieniem.

Zapach wody, zielony w cieniu, złoty w słońcu,

W bezwietrzu sennym ledwo miesza się, kołysze,

Gdy z łąk koniki polne w sierpniowym gorącu

Tysiącem srebrnych nożyc szybko strzygą ciszę.

Z wolna wszystko umilka, zapada w krąg głusza

I zmierzch ciemnością smukłe korony odziewa,

Z których widmami rośnie wyzwolona dusza…

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa!

Kazanie niedzielne

Niedzielne kazanie w kościele w Wiśle. Cytuję z pamięci…
„…w czasie uroczystego spotkania poproszono bardzo znanego aktora, by wyrecytował jakiś znany fragment poezji, dla uatrakcyjnienia spotkania. Ten zapytał obecnych jaki wiersz ma powiedzieć ? Wtedy starszy ksiądz poprosił o psalm XXIII. Aktor zgodził się, ale pod jednym warunkiem – że po jego recytacji ten sam psalm powie jeszcze raz ów ksiądz, który go zaproponował. Ksiądz zgodził się a aktor zaczął tak pięknie mówić, miał przepiękną barwę głosu, znakomitą dykcję, słowa wymawiał z właściwą intonacją i bezbłędnym akcentem. Gdy skończył, sala na stojąco nagrodziła go długą burzą oklasków.

PSALM 23(22)
Bóg pasterzem i gospodarzem
1 Psalm. Dawidowy.
Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.
2 Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:
3 orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoje imię.
4 Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja laska
są tym, co mnie pociesza.
5 Stół dla mnie zastawiasz
wobec mych przeciwników;
namaszczasz mi głowę olejkiem;
mój kielich jest przeobfity.
6 Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
i zamieszkam w domu Pańskim
po najdłuższe czasy.

Potem zaczął mówić ów staruszek – ksiądz. Mówił słabym głosem, czasami za cicho, mylił się od czasu do czasu i miał nie najlepszą dykcję . Gdy skończył na sali zapanowała wielka cisza.
Wtedy do mikrofonu podszedł ów aktor i powiedział: Szanowni Państwo, ja bardzo dobrze znam tekst tego psalmu ale Ksiądz zna lepiej Pasterza.

Nasza droga do Mandżurii, pamiętasz ?

Na wzgórzach Mandżurii (tytuł oryginalny На сопках Маньчжурии – Na sopkach Mandżurii) – nastrojowy walc rosyjski, skomponowany w latach 1906 – 1907 przez rosyjskiego dyrygenta i kompozytora Ilię Szatrowa do tekstu S.Pietrowa.

Tekst utworu nawiązuje do bitwy pod Mukdenem, rozegranej w okresie wojny rosyjsko-japońskiej. W bitwie tej, odbywającej się na przełomie lutego i marca 1905 roku, obydwie strony poniosły ogromne straty (Rosjanie: 89 tys. spośród 330 tys. żołnierzy, Japończycy 71 tys. spośród 270 tys. żołnierzy). Bitwa rozegrała się na pofalowanym terenie w pobliżu miasta Mukden w Mandżurii (na wzgórzach Mandżurii). Mimo ogromnego poświęcenia rosyjskich żołnierzy bitwa zakończyła się klęską Rosjan na skutek nieudolnego kierowania nią przez dowódcę wojsk rosyjskich, gen. A.N. Kuropatkina.

WALCA TEGO NIE TAŃCZY SIĘ NIGDY, jest epitafium dla dziesiątków tysięcy poległych w bitwie pod Mukdenem, w której brali udział Polacy wcieleni do wojsk rosyjskich i również spoczywający na wzgórzach tej krainy .Utwór ten w Rosji carskiej był uważany jako nieoficjalny hymn.

Ten walc jest bardzo znany i należy do klasyki światowej. Śpiewa go też Andrzej Rosiewicz, ale już z bardzo zabawnym  tekstem. Czemu mi się dziś przypomniał ? Nie wiem, lubię go słuchać bardziej, niż Wiadomości TVP. Przykucnąłem właśnie na jednym z mandżurskich wzgórz. Wieje wiatr, słońce świeci słabo. Nie ma tu już śladów po tamtej bitwie. Nie ma demonstracji o chęci zabijania małych dzieci, szpitali z umierającymi na koronawirusa, kłamców, złodziei, walczących z kościołem i szargającym jego imię.

Jest cisza, wieje wiatr i nawet ciebie już tu nie ma. Trzeba wracać.