Pamięci profesora Jana Sobczyńskiego


Napisałem o Nim w 2015 roku. Przypominam ten tekst dzisiaj, gdy On już odszedł, gdy nie ma Go z nami. Nie mogę Go zapomnieć, nikt z nas tego nie potrafi. Zmienił nasze życie, nauczył miłości do fizyki, poszanowania logiki i poznania tych, którzy historię fizyki tworzyli. Do końca życia nie używał komputera, nie wiedział i nie chciał wiedzieć, co to są doświadczenia wirtualne. Siedząc z Nim przy Jego małym biurku, w Jego własnym mieszkaniu na trzecim piętrze, oglądałem pomoce do  doświadczeń, które sam wymyślał  i budował  w swoim warsztacie w piwnicy.  Pamiętam jego śrubki, nakrętki i gwoździe, które trzymał w szklanych słoiczkach na zapleczu pracowni fizycznej w Liceum Hanki Sawickiej w Rybniku. Cieszył się, gdy któryś z dorosłych uczniów  Liceum Wieczorowego poniklował mu kurki od gazu w naszej klasie. Takie kurki były przy każdym uczniowskim stoliku.

Dziś w tej pracowni nie ma już kurków od gazu, ale przy każdym stoliku jest komputer. Chciałbym zaśpiewać wraz z panem profesorem Wojciechem Dindorfem z Opola ; … „Dziś prawdziwej fizyki już nie ma…”. Nie  ma takiej fizyki i nie ma Jego, naszego Wychowawcy i Mistrza. Zostały nam po nim niezatarte wspomnienia i zeszyty  z czterech lat licealnych. Nikt z nas ich nikomu nie pożyczy, tak jak nikt nie odda czegoś, co jest tylko  Jego i nasze.

A oto mój wpis  z 27 marca 2015 roku…

Rozmawialiśmy dziś rano. Ponad dwie godziny. Przez telefon. Nie mogę za dużo chodzić, więc do Rybnika nie pojechałem. Dawniej bywałem u Niego co roku, czasem raz na dwa lata. Legenda mojego Liceum. Liceum  Hanki Sawickiej  w Rybniku. Nasz wychowawca. Ma 76 lat. Ja, raczej my, z IV b mamy po sześćdziesiąt. Cokolwiek powiem będzie banalne. Nikt tak nie uczył fizyki jak On. Wychował setki lekarzy, fizyków, matematyków, inżynierów, handlowców, urzędników, kierowców i zwykłych miłośników fizyki, matematyki, logiki, prawdy. Zawsze wzbudzał  szacunek i podziw. Perfekcyjnie przygotowany do każdej lekcji. Robił doświadczenia / teraz to nazywa się pokaz/. My robiliśmy ćwiczenia w grupach, na ławkach mieliśmy przyrządy. Mieliśmy po sześć godzin fizyki w tygodniu i pięć godzin matematyki. Przez cztery lata.  Coś napomknąłem o doświadczeniach wirtualnych na ekranach monitorów, w obecnej szkole. Nie powiedziałem, że to lizanie lodów przez szybę. On też tego nie powiedział.  Jest bardzo skromny. Opisywał widokówkę z CERN-u, którą dostał od swoich uczennic / tylko korepetycyjnych/. Ma problemy ze zdrowiem. Leczą Go jego uczniowie, no, nie tylko. Od ponad pięćdziesięciu lat jeździ codziennie na rowerze. Teraz przez godzinę dziennie. Piętnaście kilometrów. Siedem i pół do rzeki i siedem i pół z powrotem. Jego rower to Kross. Ma ponad dziesięć lat. Ostatnio wymienił tylną oś, z przerzutkami wewnątrz. Zminimalizował wymagania do trzech przerzutek. Rower ma w piwnicy. Ma stalową ramę i jest dla Niego niezastąpiony. Oprócz tego dziennie gimnastykuje się co rano w swojej „siłowni”. Mieści się w pokoju trzy na trzy  metry. W tym pokoju jeszcze do niedawna uczył fizyki. Tych, którzy chcieli wiedzieć. Mieszka w bloku, na trzecim piętrze. Małe, skromne mieszkanie niedaleko Liceum. Mieszka tam od ponad pięćdziesięciu lat. Opowiadał o swojej emeryturze, jej wysokości i trybie życia. Cieszył się, że zadzwoniłem. Lubimy rozmawiać. Gdy wydobrzeję, pojadę go odwiedzić. Lubię Rybnik.