Pokój z widokiem na niebo

nieboimagesCzas jest po temu i taki. Ciemno, mroźno. W powietrzu zapach palonego, taniego węgla z kominów okolicznych domów. Przechodzę codziennie trzy razy ulicą Klasztorną aż na „dolinę”. Spaceruję razem z Funią a teraz często i z Zuzią. Obie moje suczki – czarno-srebrne sznaucerki. Siostry po tej samej matce – ale jakże inne charaktery. Ojcem Funi był champion Finlandii a Zuzia ma ojca z Białorusi. Funia spokojna,grzeczna i dobra. A Zuzia hałasuje, szczeka co chwila, obgryza wszystko co się da, łapie za spodnie i wszędzie się pcha. Poza tym brudzi w mieszkaniu co pól godziny. Ma dopiero trzy miesiące. Czas jest senny, długie wieczory, spokój i zmęczenie. Częste czyszczenia pieca w piwnicy, drobne naprawy domowe i ciągle mało czasu na wszystko, co zaplanowałem. Ale dziś, gdy oglądałem w mojej szkole z uczniami po raz kolejny film o księdzu Janie Bosko, nagle zaczęło się przejaśniać. Do klasy wpadało coraz więcej słońca, robiło się goręcej i nawet największe urwisy były filmem zainteresowane. Trzeba czasem uczyć tego, czego nauczyć można. Nie trzeba nawet wiele mówić, wystarczy obecność i reakcja płynąca z miłości do dzieci. Reakcja na każde ich dobre i złe  kroki. Być z nimi – to chyba w tej szkole jest mi dane.

Teraz ciche popołudnie. Dziś mam wolne, korepetycje odwołane. Wszyscy chorują, mnie też gardło i grypa dotknęły. Ale walczę i idę dalej. Za oknem kasztanowiec, grusza i jabłoń – nagie konary lekko drżą od wiatru. Drogi na łąkach w południe błotniste a rano i o wieczorze trawa zmarznięta. Chrzęści  pod moimi zielonymi gumowcami  i pod opuszkami czterech łap. Popołudnie z dobrą muzyka, łagodną i uspokajającą.  Przecież już piątek. W szorstkie dłonie od pracy w piwnicy wcieram trochę cytrynowego kremu. Woda z prysznica jest zawsze brudna od popiołu i brudu na mojej głowie i nie tylko. Lubię, kiedy w piecu żyje ogień.  Żyje on i ja. Z jego życia pozostaje dym i popiół a z mojego – co pozostanie ? Tylko popiół. Widzę wieczorne dachy i uśmiecham się do nich. I do ludzi na ulicy. Bez względu na okoliczności. Jestem znów na linie i mimo braku balansującej parasolki nie spadam w dół. Witaj dniu – dobrze nam tu być.

Ten tekst jest dziwny, sam to widzę. Ale pozostawiam go bez zmian. W nim czuję wiosnę, która uśmiecha się do mnie – no, no stary byku – jeszcze nie jest tak źle, kto by pomyślał /…/?