Prysznic w wannie

Usiadłem na brzegu wanny i zdjąłem buty. To się przynajmniej nie zmienia, przedmioty i milczący przymus, pospolitość, mdłe przyzwyczajenie w złudnym świetle przemijania. Rozkwitające serce w zdroju miłości. Ale kimkolwiek się jest, poetą, półbogiem czy idiotą, spada się co parę godzin z nieba, żeby oddać mocz… Tego nie podobna uniknąć. Ironia natury.

Wstrętne przyzwyczajenie rozbierania się ! Tylko ten to rozumie, kto mieszka sam. Była w tym jakaś przeklęta uległość, rezygnacja. Wiesz, że od ponad czterdziestu lat nie mieszkam sam, a spanie w ubraniu zdarzało mi się, ale niezwykle rzadko.

Wziąłem prysznic. Chłodna woda spływała po skórze. Odetchnąłem głęboko i wytarłem się. Pociecha drobnych rzeczy. Woda, oddech, deszcz wieczorny. Położyć się teraz na łące. Brzozy, białe obłoki letnie. Niebo młodości. Co się stało z przygodami serca ? Zabiły je ciemne przygody życia.

Nowy Rok minął niezauważalnie. Jutro poniedziałek. Jest przewidywalny – tak sądzisz ?