Jest wszystko tak samo, a jednak nie tak

Dawno nie pisałem – ja – do ciebie. Zima minęła nie bez walki. Toż cały kwiecień było nam zimno na pokojach ! W piecu nie paliłem, oszczędzałem węgiel i swoje wątłe siły. Ale wytrzymaliśmy. Jest coraz cieplej, teraz mój elektroniczny termometr z Julii pokazuje 20 st. Celsjusza. Kasztan już przekwitł, kwiaty z placu pozamiatane. To nie ja, mnie coraz trudniej się poruszać. Tak znowu usiadłbym z tobą przy stole, bardzo kocham tę naszą 4b. Moje dziewczyny, Funia i Zuzia, miniaturowe sznaucery czarno-srebrne kochają mnie nad życie. Ja też je kocham, bardzo, bardzo….

Ja ciągle pamiętam, Janusz, ławkę, którą przyniosłeś, bym miał gdzie usiąść. Często widzę w snach prof. Jasia – on nie był wierzący. Modlę się za niego i za jego tajemniczą śmierć. Na ostatnie spotkanie przyniósł mi skrypt ze swoich licealnych wykładów. Mam go i przechowuję. Powiedział mi, że oprócz mnie nikogo nie poznaje. A potem umarł Marek, przecież wiesz…

Słońce świeci coraz mocniej, mimo że na przedwojennym, wahadłowym zegarze, wybiła 20:30.

Nie może być chłodniej, bo piszę o nas, o 4 b.