Słoneczna – widok z mojego okna – niedziela.

Znów zaszły zmiany w polach mojego widzenia. Na kasztanowcu duże, zielone liście, na gruszy i starej jabłoni białe kwiaty. Dużo obciętych gałązek, jednorocznych dziczek, straciły te dwa stare drzewa owocowe dziadka Wilhelma. To wspinacz z długą drabiną  i nożycami na drążku oczyścił oba drzewa z niepotrzebnych pędów.

Wczoraj bardzo wiało i z zamiatania chodnika przed domem niewiele wyszło. Jest bardzo sucho, nie pada od kilku tygodni. Moja żona podlewa małymi polewaczkami. Codziennie rano i wieczorem wychodzę z psami. Dziś po raz pierwszy od miesiąca byliśmy na niedzielnej mszy w kościele, w spowiedzi i w komunii także. Żadna telewizja tego nie zastąpi !

Postanowiłem wyjść na ulicę. Wdycham wilgotny, łagodny wiatr. Niebo jest szare, chmury postrzępione jak cień sztandaru z epoki zwycięstwa. W jakimś otwartym oknie słyszę orkiestrę wojskową.. Nadejdzie noc, noc dla uchodźców, takich jak my. I tej i następnej nocy nic nie będzie miało znaczenia, oprócz tego, żeby jakoś przetrwać.

Kto zrozumiał, to zrozumiał. Wytłumaczenia nie będzie. Ale obowiązki pozostają.