Smażenie konfitur

Vincent_Willem_van_Gogh_128Wolny czas sprzyja rozmyślaniom. Na parapecie kubek po kawie a w nim dwa niedopałki. W basenie kąpie się odważna niewiasta, choć dziś na kąpiel za zimno. Oglądałem zespoły folkloru górskiego – wchodziły do parku w Wiśle. Czerwone wino smakuje lepiej niż jeszcze wczoraj. To znak, że wiatr się zmienia i idzie ku dobremu. W sieni czarne paski oddzielają lastriko – to znak końca małego remontu. Sam nie wiem, dlaczego w moim pokoju biją dwa zegary. Oba przedwojenne, jeden po babci Lojsce, a drugi zaczął bić, gdy urodziła się Klara. Ten ostatni bije delikatnie, cichutko, jak małe dziecko płacze przed światem postawione. Ten po babci jest starszy ode mnie i tak bije, że już go nie słyszę. Znam go od dzieciństwa, od stacji kolejowej w Brzeziu- Dębiczu. Tak mi oba biją. Jeden bije koniec mojego tu bytowania a drugi odmierza czas małej Klarze, ten bije do przodu, jakby się bał wchodzić w dorosłość.

Jeszcze jeden łyk wina i myśl o Funi i Zuzi, których tu  ze mną nie ma. Jeszcze jeden papieros wieczorem, jeszcze jeden łyk wina. Znów czuję, że krew płynie żywiej i dlatego uśmiecham się do obrazu na ścianie – to słoneczniki Van Gogha. Takie słoneczne słoneczniki na  pochmurnym beskidzkim niebie.