Tak sobie myślę

Wieczór sobotni. Piec zaopatrzony i psy wyprowadzone. Z kasztanowca spadły już prawie wszystkie kasztany, a było ich dużo w tym roku. Liście jeszcze się trzymają, choć mocno  pobrązowiały i od kasztanecznika są rdzawe, jak kolor włosów dziewczyny, którą znałem. Kiedyś. W ogóle często jest teraz kiedyś. I nie chodzi wcale o wspomnienia i nostalgię jesienną.  Jak się jest po sześćdziesiątce, to tak bywa. Bywa, że kiedyś, dawno temu… Jeszcze tak nie zaczynam opowieści dla moich wnuków. Przecież nie uczniom w szkole.  Nikomu tak nie mówię, tylko tobie.

Knurów , mój Knurów, jest ograniczony. Ograniczony terenem, po którym chodzę. Ulica księdza Koziełka, Stary Cmentarz i tyle. Resztę przebywam samochodem. Co do starego cmentarza… Pamiętam , że lubiłem bywać na cmentarzach. W Rybniku, na starym cmentarzu żydowskim, na Gliwickiej, siadywałem na powalonym pniu i czytałem „Granicę” Nałkowskiej. To było w drugiej klasie licealnej, więc w 1972 roku. Lubiłem też na cmentarzach bywać w towarzystwie moich dawnych sympatii. Tu zawsze jest cicho i tak romantycznie. Lubię spokój. Ostatnio bardzo . Nie tęsknie do towarzyskich imprez. Nudzą mnie i tam nie mogę być sobą. Właściwie to z nikim nie mogę tak szczerze pogadać o wszystkim. Tylko z tobą.

Więc posyłam ci mrok wieczoru, ciszę mojego podwórka i szum buzującego węgla w piecu. To pali się groszek. A co do groszku to…