TAK TAŃCZĄ KONIE ZE ZŁAMANYMI NOGAMI.

Czyż nie dobija się koni? to, jak większość amerykańskiej klasyki, powieść prosta. Nie ma tu skomplikowanej fabuły, samo pisarstwo i stylistyka też nacechowane są prostotą. Nie liczcie na wiele słów, bo sama długość powieści każe ją kwalifikować jako nowelę, a przecież czcionka jest tu spora, marginesy jeszcze większe, a dodatkowo strona po każdym kolejnym rozdziale zawiera fragment cytatu z padającego w sprawie wyroku, co tylko zwiększa liczbę stron, ale już nie czytania. Ale, jak nie raz przyzwyczaiła nas klasyka, od Myszy i ludzi zaczynając, a na Procesie kończąc, nie potrzeba wielu słów, by stworzyć coś wielkiego.

I coś takiego tworzy właśnie Horace McCoy, posługując się jakże oszczędnymi środkami wyrazu, wdziera się w nasze serca i umysły, z jednej strony malując przerażający portret życia zwykłych ludzi czasów Wielkiego Kryzysu, a z drugiej jeszcze bardziej przerażającą psychikę jednostek złamanych sytuacją w kraju. Sytuacją zmuszającą ich do robienia rzeczy, które tylko jeszcze bardziej pogłębiają ich depresję. Myślenie o śmierci staje się codziennością, ale chociaż ojczyzna i świat połamały tym koniom nogi, nie chcą wziąć za to odpowiedzialności: nie chcą ani się nimi zaopiekować, ani dobić. Każą im tańczyć, zapomniawszy o nich zupełnie i skupiwszy się na własnych sprawach. A one, zostawione same sobie, biorą sprawy we własne ręce – i wtedy wraz czeka na nie kara za to, że się odważyły.

Różnie można odczytywać tę książkę, uważaną za pierwszą egzystencjonalną powieść amerykańską, ale nie da się przejść obok niej obojętnie. Bo porusza, bo przerażą, bo imponuje też odwagą – na pierwszych kilku stronach dochodzi do zbrodni, do swoistego rodzaju prostytucji, mamy poruszony tematy aborcji i eutanazji, samobójstwa i miłości, a przecież Czyż nie dobija się koni? ukazało się pierwotnie w 1935 roku. Urzeka też akcja, pełna napięcia i morderczego wysiłku, kojarząca mi się z samobójczymi zmaganiami bohaterów Wielkiego Marszu, ale też i wycieńczającą wyprawą w stylu Władcy Pierścieni – co może brzmieć dość absurdalnie. A wszystko to splecione w dzieło niemal doskonałe, nie dla każdego, nie dla wszystkich, ale każdemu ambitnemu, wymagającemu czytelnikowi godne polecenia. Nawet jeśli oglądał już kultową filmową adaptację. Napisane przez:Michał Lipka