To jeszcze nie babie lato

  3Twoja postać    Raz to pada deszcz i wiatr powala drzewa, zaś w innym dniu słońce, słońce w ramionach…Mam ciągle takie przeświadczenie, że urodziłem się za późno. Mój ukochany czas to koniec XIX wieku i początek XX. Ciekawe czasy, niezwykłe wydarzenia, fenomenalni ludzie tamtej epoki – to wszystko należy już do przeszłości i raz na zawsze się skończyło. Marzy mi się spotykać impresjonistów w kafejkach Paryża i rozmawiać z Einsteinem, Maxem Planckiem czy Marcelem Proustem. Wybrany kraj tej słonecznej i wolnej epoki to oczywiście Francja ale niekoniecznie Paryż. Drugie miejsce, w którym chciałbym się znaleźć w latach dwudziestych to Ameryka czyli Stany Zjednoczone.
      Moje poczucie spóźnienia daje o sobie znać w różnych kontekstach i wymiarach. Język francuski, pełen elegancji i polotu ustąpił miejsca wulgarnemu / z pochodzenia i nie tylko/ językowi angielskiemu a nasz ojczysty język polski łapie wulgaryzmy i skróty młodzieżowego slangu jak lep na muchy.
      Tak przeświadczony o tym, że nie znajduję się we właściwy miejscu czasu i przestrzeni frunę sobie jak latawiec nad domami Knurowa sam sobie będąc sterem i w głębokim poważaniu mając drogowe znaki i zakazy obowiązującego prawa. Z okna widzę wciąż to samo: przez gałęzie kasztanowca przeziera zachodzące słońce, w dali dom państwa Szczęsnych i Wawrzynków. Na podwórzu trzy garaże i odnowione chlewiki.

    Pozdrawiam cię więc, o nieznajoma i choć  to jeszcze nie jesień,  czas na śpiewaną poezję całkiem właściwy. Dziś przed Państwem niezapomniany Leszek Długosz z Piwnicy pod Baranami…