Universe – na koncercie

      Byliśmy na ich koncercie, ja z moją żoną, ósmego marca, w dzień kobiet. Piszę małą literą, bo tego święta nie lubię. Nie jestem zwolennikiem tego zespołu, ale poszedłem, by sprawić przyjemność. Koncert mnie dość nudził, szczególnie zbyt banalne teksty nie wzbudzały we mnie wzniosłych odnośni poetyckich. Ale wytrwałem, wśród rozentuzjazmowanych pań na sali, oklasków grupy fanów, zachowywałem stoicki spokój. Tylko ja siedziałem na koniec koncertu, gdy owacja była na stojąco. W końcu wstałem, by rozprostować kości. W drodze powrotnej dość gwałtownie wymieniliśmy nasze skrajne poglądy na temat zespołu, potem zapanowała cisza. Następnego dnia byliśmy jak zawsze –  pogodzeni i szczęśliwi. Postanowiłem o tym koncercie nie pisać, nie chciałem obrażać gustów publiczności.

      Ale dziś jeszcze raz prześledziłem historię zespołu, tragiczną śmierć lidera Mirosława Breguły i posłuchałem ich piosenek. Niektóre mi się podobają, nie przeczę. Więc ci jedną z nich przypominam, w niedzielne popołudnie. Na dworze chłodno, zima bez śniegu, nie pada deszcz. Dziś u nas czworo z pięciorga wnucząt, jest więc głośno i wesoło. Nastrój mam dobry, ustabilizowany. W Wielkim Poście unikam słodyczy i alkoholu. Czytam Pismo Święte w domu i w naszym kościele, w czasie niedzielnych mszy.

           Muszę przyznać, że ten rok jest dla mnie wyjątkowo dobry. Jest praca, a z niej duża radość. Cały czas jestem z Bogiem blisko, a On mówi mi, co mam robić, co mówić i co pisać. Niczego więcej nie pragnę, niż pełnić Jego wolę. Spróbuj sam, zobaczysz jak to jest. To taka myśl na Wielkopostne Rekolekcje, moje sześćdziesiąte drugie.

Ta piosenka śp. Mirka Breguły jest dla ciebie…