Czasami nocą…

walc7ae6fdfb4a8d15cf5e99abcc24d1b41b… wracają do mnie stare walce, melodie w nutach pożółkłych zaklęte. Siadam wtedy do mojego bujanego fotela, odziedziczonego po pradziadku Wincentym Smandzichu, otwieram fortepian marki Kreutzbach, krótki, koncertowy,  ale jednak fortepian. Patrzę na ich portrety, Józefy i Wincentego, namalowane pastelą przez Józefa Korzeniowskiego z Istebnej. To  rodzice mojego niezapomnianego wujka, ks. Józefa Smandzicha. Tamte lata – koniec XIX i początek XX wieku. Zamykam wtedy oczy. Jestem tam i nic nie jest mi obce. Po upalnej niedzieli, po oczyszczającym Confiteor Deo omnipotenti, wracam na brzeg jeziora pełnego obfitych sieci. I to, że nawet nie drgnie w nocnej ciszy żaden listek mojego kasztanowca a na ulicy znajduję pierwsze jego żółte płomienie… Wtedy słyszę ten walc…

W starych nutach babuni
Walc przechował się ten.
Pomnę wieczorek u niej,
Widzę go jak przez sen.
Grajek przy fortepianie,
Goście snują się w krąg,
W białych bufach, tiurniurach są panie,
W klapach panów
Chryzantem tkwi pąk.

Dawnych wspomnień czar
Wdzięk stylowych par,
Muślin sukien jak mgła
l najnowszy ten walc „François”.
Gdyby jeszcze raz
Wrócił piękny czas,
Gdyby zbudził serca złych ludzi
Czar modnego walca „François”…

Uśmiech starych portretów,
Dźwięk przebrzmiałych już nut,
Serca pełne sekretów,
Smutek rozstań i złud
W zapomnianej piosence
W jedną splotły się myśl.
I wracają marzenia dziewczęce,
To, co wczoraj minęło, jest dziś.