Wołanie z Medjugorie

Mało ostatnio piszę. Wklejam tylko teksty i piosenki, obok których nie mogę przejść obojętnie. Nie mam czasu na pisanie czy mi się po prostu nie chce ? To niezupełnie tak.  Żeby  pisać / być dziennikarzem, pisarzem czy poetą / trzeba po pierwsze mieć w głowie jakiś temat, czyli coś, o czym chcę ci opowiedzieć. Jeżeli tego natychmiast nie zrobię, to nie zasnę. Po drugie, trzeba oderwać się od otaczającego, materialnie zaborczego świata. Usiąść wieczorem albo nawet w upalne popołudnie / jak u Steinbecka / i pisać, nie zważając na bicie zegara i skaczące z podniecenia własne serce. Wtedy nie dziw się, że napada na mnie migotanie przedsionków, komór, może jeszcze czegoś innego ?…Dawniej, kiedy picie mocnego alkoholu nie było mi obce, pisanie – dasz wiarę – było łatwiejsze, przyjemniejsze, choć czasami nie widziałem za oknem świtu nadchodzącego dnia. Teraz, kiedy porzuciłem alkohole wszelkiej maści, pisze mi się tak samo dobrze, a może i lepiej, niż tak samo dobrze. Świat, gdy spoglądam na niego moimi głębokimi, brązowymi oczami / chciałem napisać piwnymi, ale przecież nie piję /, jest znacznie piękniejszy, niż gdy widziałem go w alkoholowym upojeniu. Kim ty właściwie jesteś, po co stoisz w tym miejscu i co masz zamiar zrobić z czasem, który przepływa ci przez palce ? Co chcesz zrobić ze sobą ? Zawsze możesz pomóc tym, którzy patrzą na ciebie dziwnymi oczami, mówiącymi więcej, niż sam Stefan Żeromski na osiemdziesiątej siódmej stronie „Popiołów”. Zawsze możesz uczynić coś dobrego.

Byłem przez cały tydzień w Medjugorie, dopiero co stamtąd wróciłem. Byliśmy po raz trzeci. Zawsze wyruszamy w te pielgrzymki z Sekretariatem Ewangelizacji  z Krakowa. Z  franciszkanami.  Byliśmy tym razem z ojcem Teodorem i z ojcem Pacyfikiem. Nie pojechał ojciec Jakub i ojciec Witko. Ale była z nami pani Sabina, legendarna przewodniczka po ziemi objawień z 1981 roku, objawień,  które trwają bez przerwy do dziś. Widziałem arcybiskupa H.Hosera, Polaka i wysłannika papieża Franciszka, którego celem jest zbadanie, czy to co się dzieje w Medjugorie, w obecności tysięcy pielgrzymów z całego świata jest prawdą, czy tylko zbiorową halucynacją. Wierzcie mi,  widziałem wirujące słońce.  Tak było tu wiele razy. Nie razi wtedy w oczy. Można na nie patrzeć bez końca.

Nie opowiem ci dzisiaj całej historii o wielu cudach, w których moja żona i ja braliśmy udział. Byliśmy w ich środku. Odbyła się tam moja generalna spowiedź. Spowiadał ojciec Urban, na parkowej ławce. Przy takich ławkach, w upalne dni, spowiadało się tysiące pielgrzymów, każdy we własnym języku. Ojciec Urban miał stułę, pochodzi z Wodzisławia na Śląsku więc rozmawialiśmy jak swój ze swoim. Ja trzymałem w ręku cztery kartki zapisane drobnym drukiem, na których wymieniłem spis wszystkich grzechów popełnionych przeze mnie w ciągu 64 lat mojego grzesznego żywota. Wysłuchał mojego czytania z pewną niecierpliwością i kiedy upewnił się, że jestem całkowicie innym człowiekiem, wziął te kartki, zmiął je i włożył sobie do kieszeni  czarnego habitu / był franciszkaninem konwentualnym /. To była rozmowa grzesznika z księdzem, po której obaj byliśmy zadowoleni i uśmiechnięci, jak mogę nieskromnie przypuszczać. Prosiłem, żeby pozdrowił całą swoją rodzinę / ma siostrę w Pszowie /.

Może kiedyś opowiem ci więcej o tej niemożliwej prawie do opisania a już na pewno niemożliwej do zapomnienia pielgrzymce. Choć nie wszedłem ani na Podbrdo, ani na Kriżevac, to właśnie ja, z odległości prawie trzech metrów widziałem Mirianę, gdy po objawieniu,  schodziła powoli z Niebieskiego Krzyża. Wyczerpana fizycznie słaniała się na nogach, jej twarz była napełniona radością i niewypowiedzianym spokojem. Trzymały ją mocno silne ramiona wolontariuszy,ubranych w żółte i niebieskich czapki. Tym razem, tak jak i poprzednio, niezdolny byłem wdrapać się  na Kriżęvac. Zostałem u podnóża tej wysokiej i bardzo kamienistej góry. Usiadłem na ławce. Noc była zimna, a ptaki spały jeszcze w krzakach tarniny. Nazajutrz udało mi się, i to z wielkim trudem, wspiąć się pod Niebieski Krzyż. Tam Matka Boska objawiła się dzieciom po raz pierwszy. Spędziłem w Medjugorie, w tym niezwykłym na Ziemi miejscu, cały tydzień i czasami machałem do ciebie. Nie widziałaś ? A może nie czułaś tego lecącego, delikatnego powiewu ?  W wielkiej ciszy słychać było tylko stada grających cykad. Widziałem u wielu pielgrzymów kapiące z ich oczu łzy. Coś podobnego, jakby łza, spływało też z pomnika Chrystusa, wykonanego z łusek po nabojach, użytych w domowej wojnie. Z prawej nogi mosiężnego Zbawiciela, tuż pod kolanem, spływała kropelka cieczy, która przebadana przez specjalistów nie jest  ani wodą, ani potem, ani łzą, ani niczym, co byłoby znane na Ziemi..

To miał być krótki tekst, a urósł bardziej, niż się tego spodziewałem. Wiec dalej macham do ciebie – zobacz, jaką mam w tym dziwną radość… Pomachaj też do mnie dzisiaj, w ten piątek, późną nocną porą. Pomachaj do mnie ze swojego pokoju, z mieszkania, z twojego świata. Pomachaj, kiedy zechcesz.

Tak, teraz to czuję. Wiem, ja ciebie też.