Nocą

morzeindeksSzedłem pustą ulicą. Przejeżdżała właśnie taksówka, szofer zatrzymał się na chwilę, spojrzał na mnie i z rezygnacją dodał gazu kierując się w stronę portu. Wszedłem do jakiegoś lokalu. Była to knajpa dla szoferów. Siedziało tu kilku kierowców taksówek i kilka prostytutek. Kierowcy grali w karty, dziwki piły absynt. Szybkim spojrzeniem otaksowały moją sylwetkę, potem odwróciły się obojętnie. Starsza głośno ziewnęła, młodsza zaczęła się malować. W głębi chłopak o umęczonej twarzy szczura posypał podłogę trocinami i zaczął zamiatać. Usiadłem przy stoliku koło wyjścia: stąd łatwiej się było ulotnić.
Tak napisałby pewnie  Remarque’a.

A teraz coś ode mnie. Siedzę przy stoliku i piszę. Noc z malejącym księżycem przyszła nagle po dniu pełnym deszczu i ciemnego nieba. Rynkowski śpiewa po raz piąty „Natalie”. Jutro ostatnia niedziela nad morzem. W poniedziałek całkiem z rana wyjeżdżamy w stronę Warszawy. Podróż to dla dzieci. Odwiedzimy Centrum Kopernik, zobaczymy Stare Miasto. Pewnie pojedziemy metrem. Wejdziemy do kafejki ale nie dla szoferów. Nie będzie tam dziwek /kto to może zresztą wiedzieć?/. Zjemy dobre lody z owocami i bitą śmietaną. Nie siądziemy blisko wyjścia bo nie musimy uciekać. Noc spędzimy w dobrym hotelu. Nie będą tam zamiatać podłogi z trocinami. Usiądziemy na ławce w Łazienkach, gdy zabolą nas nogi. Zrobimy kilka zdjęć i wrócimy wieczorem do domu w Knurowie.
I będzie znów jak dawniej.